PE odpowiada między innymi za uchwalanie unijnych przepisów oraz zatwierdzanie budżetu UE. - A jeśli decyduje się o pieniądzach - to ma się władzę - uważa Jarosław Pietras, sekretarz stanu w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej.
PE szóstej kadencji będzie liczyć 732 eurodeputowanych, z czego 54 z Polski.
Unijni posłowie są podzieleni według poglądów politycznych. Zdecydowana ich większość tworzy tzw. grupy bądź frakcje. Polscy reprezentanci będą musieli zadecydować, czy dołączyć do którejś z już istniejących unijnych "partii", czy też stworzyć własną. Największe polskie ugrupowania polityczne już zapisały się do konkretnych frakcji. Jedynie Samoobrona oraz Liga Polskich Rodzin ciągle się wahają. LPR i Samoobrona prowadzą natomiast rozmowy z paroma ugrupowaniami. Obydwie partie rozważają także stworzenie nowych.
- Wybór, do której z europejskich rodzin wejść, to najważniejsza decyzja, przed jaką stoi deputowany - uważa Michel Plumley, ekspert z Dyrekcji Generalnej ds. Informacji w PE. Jego zdaniem, to właśnie od tej decyzji zależy, czy poseł będzie mieć wpływ na działania PE. - Oczywiście, każdy parlamentarzysta ma prawo głosu, ale już realna jego siła jest różna - powiedział M. Plumley. - Jeśli zagłosuje się na posła, który nie chce należeć do żadnej grupy, albo wybierze jakąś marginalną - to jest to de facto głos stracony - dodał. W Parlamencie najważniejsza jest większość. Dlatego na porządku dziennym są negocjacje między poszczególnymi frakcjami i poszukiwanie koalicjantów, aby przeforsować jakiś projekt. - A jeśli należy się do jakiegoś ugrupowania radykalnego, na przykład, do eurosceptycznej Grupy na rzecz Narodów Europy, to jest więcej niż pewne, że żadna partia nie będzie chciała z nią zawrzeć koalicji - uważa ekspert PE.
Grupy polityczne w Parlamencie Europejskim