Przedsiębiorcy zauważają, że powiększa się rzesza młodych Brytyjczyków, którym nie chce się uczyć. - To poważny problem dla wzrostu gospodarczego - twierdzi Alistair Baker, cytowany przez Bloomberga dyrektor zarządzający z brytyjskiego oddziału Microsoftu. Przedstawiciele niemieckiego Siemensa na Wyspach mówią, że aplikantom starającym się o praktyki często brakuje podstawowych umiejętności. - Liczba składanych ofert się zmniejsza, tak samo jak poziom, jaki aplikanci prezentują - zauważa Gavin Hayward, menedżer ds. zatrudnienia w jednej z brytyjskich fabryk koncernu. W przeprowadzonym w ub.r. sondażu ponad jedna z 551 ankietowanych firm wyraziła niezadowolenie z poziomu wiedzy i umiejętności brytyjskich absolwentów.

Microsoft ani Siemens nie likwidują jeszcze zakładów na Wyspach, by przenieść je do państw Europy Wschodniej czy na Daleki Wschód. Ale niedawno na taki pomysł wpadł koncern Gillette, który postawi za 120 mln euro fabrykę w Łodzi. - Błędem byłoby mówić, że chodziło tylko o koszty siły roboczej - mówi Paul Fox, rzecznik prasowy firmy. Podkreśla, że firma ma u nas dostęp do całego grona wysoko wykwalifikowanych pracowników, najlepszych inżynierów.

Wielka Brytania plasuje się dopiero na 27. miejscu wśród 30 państw członkowskich Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), jeśli chodzi o uczestnictwo w edukacji wśród 17-latków. W tej ankiecie, dotyczącej zeszłego roku, znacznie lepiej wypada Polska i inne kraje regionu. Za Wielką Brytanią są tylko Grecja, Meksyk i Turcja.

Rząd próbuje ratować sytuację w szkolnictwie, przeznaczając nań coraz większe kwoty. Od 1997 r., kiedy Partia Pracy doszła do władzy, budżet na edukację wzrósł o 22 mld funtów, czyli 70%. Wkrótce minister finansów powinien przedstawić szczegóły zapowiedzianego w marcu dalszego zwiększania wydatków na ten cel.

Bloomberg