Reklama

Sędzia kalosz

Publikacja: 12.06.2004 10:43

Od kilku dni - jak wielu kibiców - żyję już portugalskimi mistrzostwami Europy w piłce nożnej. Mistrzostwami i codzienną pracą, oczywiście. I tym mentalnym zestawieniem piłki z dziennikarskimi obowiązkami tłumaczę sobie koszmarny sen, jaki miałem ostatnio.

Przyśnił mi się mecz inauguracyjny mistrzostw Europy, który sędziował... Andrzej Raczko.

A był arbitrem kontrowersyjnym, nawet w porównaniu ze słynnym łysym Włochem Pierluigi Colliną. Nasz minister finansów, jeszcze zanim piłkarze weszli na stadion, kazał zamazać większość linii wytyczonych kredą na boisku. Wkrótce po autach, liniach pola karnego, no i linii bramkowej zostały tylko niewyraźne, białawe smugi.

Jakież było zdziwienie zawodników obydwu drużyn, którzy w chwilę potem zjawili się na murawie. Nic nie dały jednak prośby piłkarzy, rozpaczliwe gesty trenerów ani próby interwencji ze strony działaczy. Zdaniem sędziego boisko dopiero teraz było należycie przygotowane do zawodów. Mecz mógł się rozpocząć.

Mnie - w przeciwieństwie do graczy - zachowanie arbitra specjalnie nie zdziwiło. Nieprecyzyjne, rozmyte granice prawa to przecież żywioł polskiego ministra finansów. To one pozwalają urzędnikom skarbowym dokonywać takich interpretacji przepisów, jakie w danej chwili wydają się najkorzystniejsze dla fiskusa. A przyzwyczajenie to przecież druga natura. Nic więc dziwnego, że sędzia Raczko sam chciał decydować także o tym, czy piłka wyszła już na aut, czy też nie.

Reklama
Reklama

To co potem działo się na murawie, było dla piłkarzy jeszcze większym szokiem. Gdy wybijano rzut rożny, arbiter zabronił niektórym graczom wyskakiwać do piłki. Co z tego, że to jawna nierówność wobec przepisów...

Innym razem, kiedy zawodnicy przeciwnych drużyn spierali się, czy było zagranie ręką, czy też nie, dobry kwadrans zwlekał, zanim podjął decyzję. Co z tego, że grę przerwano na tak długo, a zarówno piłkarzom, jak i kibicom na trybunach zaczynały puszczać nerwy? Sędziemu się przecież nie spieszy, a to on jest na boisku najważniejszy.

Kontrowersyjny był również karny, jaki zarządził w pewnym momencie Andrzej Raczko. Jednak gdy kazał bić "jedenastkę" do pustej bramki, wszyscy wokół wprost osłupieli. Gol - co było więcej niż oczywiste - padł i wtedy sędzia główny postanowił skonsultować się z bocznymi. Po chwili przyznał wprawdzie, że przepisy dopuszczają, aby podczas karnego w bramce stał bramkarz, jednak zdobytej przed momentem bramki już nie cofnął.

W tym momencie czara się przelała - stwierdziłem, że oglądanie tego meczu nie ma najmniejszego sensu. Wychodząc z trybun myślałem o piłkarzach i serdecznie im współczułem. Oni nie mają wyboru, muszą grać nawet wówczas, gdy mecz sędziuje taki arbiter.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama