Reklama

Rozdawnictwo A.D. 2004

Publikacja: 15.06.2004 10:54

Ostatnio ktoś zwrócił moją uwagę stwierdzeniem, że jeśli politycy dbaliby o gospodarkę, to natychmiast przeprowadziliby nowe wybory parlamentarne. "Tylko nowy rząd zrobi dobry budżet" brzmiała argumentacja. Słuchając ostatnich zapowiedzi premiera i członków rządu można tylko ponuro przytaknąć.

Jeszcze pół roku temu osiągnięcie planowanego na 38,8 mld zł deficytu budżetowego w przyszłym roku wydawało się zupełnie nierealne. Zaskakująco wysoki wzrost gospodarczy i kilka innych wydarzeń - jak poprawa wyników firm - dają możliwość znaczącej obniżki deficytu. Wicepremier Hausner mówi o 35 mld zł, w wariancie bardzo optymistycznym słychać nawet o jeszcze 3 mld zł mniej. Ministerstwo Finansów jednak wciąż podtrzymuje poziom 38,8 mld zł. I tak pojawiła się miara rozdawnictwa przedwyborczego A.D. 2004: 38,8 mld zł minus najniższy poziom deficytu wymieniony przez wicepremiera Hausnera.

Wynik tego prostego równania mówi o tym, ile kosztuje nas, podatników, przesuwanie się terminu wyborów na przyszłość i związane z tym pozostawanie budżetu w rękach polityków jako narzędzia gry wyborczej.

Czy nowy rząd mógłby przygotować lepszy budżet niż rząd Marka Belki? Moim zdaniem, tak. Jeśli nie uległby pokusom rozdawnictwa i doceniłby korzyści płynące ze zmniejszania deficytu, to osiągnięcie znacząco niższego deficytu niż zapowiadany byłoby możliwe. Tym bardziej, że przygotowanie budżetu zbiegłoby się z "klasycznym" 100-dniowym okresem największej reformatorskiej siły nowego rządu. Nowy rząd nie obciążony nadchodzącą kampanią wyborczą mógłby wdrożyć i zaimplementować jeszcze w budżecie na 2005 rok jakąś własną formę "planu Hausnera".

Dodatkowo, dzięki wcześniejszym wyborom zostałoby przerwane "przekleństwo jesieni" objawiające się tym, że budżet przygotowywany przez jeden rząd jest realizowany przez następny, a przygotowanie nowego budżetu przez nową ekipę następuje już po pierwszych 100 dniach rządzenia, kiedy reformatorskie zapały znacząco są już ostudzone.

Reklama
Reklama

Oczywiście, powyższy scenariusz pozytywnego efektu wyborów już latem wymaga jednego silnego założenia: po wyborach po władzę sięgają partie chcące reformować finanse publiczne. Czy tak się stanie, na razie nie ma pewności. Wyniki badań preferencji wyborczych nie wskazują na łatwe zwycięstwo partii reformatorskich, a humorystycznie można dodać, że wyniki wyborów "nie leżą w naszych rękach", ale zależą od naszych planów urlopowych.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama