Wczorajsza sesja była kolejną w ciągu ostatnich kilku dni, w czasie której nie działo się prawie nic. Przez znakomitą większość czasu kursy wahały się w bardzo wąskim przedziale. Nie tylko zakres wahań był mały. Ogólnie wczorajsza aktywność pozostawiała wiele do życzenia. Mamy więc drugą senną sesję po dłuższym weekendzie. Miało być ciekawie, a jest równie mało zajmująco, co przed tygodniem. Nikomu nie chce się handlować.
W takiej sytuacji nie może dziwić fakt, że ocena rynku i możliwości dalszego przebiegu notowań nie zmieniły się. Nie pojawiły się żadne sygnały, które taką zmianę miałyby wywołać. Można więc spokojnie powtórzyć wnioski z poprzednich dni. Nadal przebywamy w trendzie spadkowym. Trwa on od połowy kwietnia i na razie nie ma sygnałów, by szybko miało się to zmienić.
W poniedziałek po południu dostaliśmy potwierdzenie tej tezy. Opublikowane zostały dane dotyczące zmian wielkości podaży pieniądza. Przypomnę, że obserwacja tej zmiennej może przynieść ciekawe wnioski, które wydają się przydatne przy próbie określenia prawdopodobnego momentu zakończenia danego ruchu. Okazuje się, że istnieje stosunkowo ścisła zależność między zmianami podaży pieniądza a zachowaniem rynku akcji. Nie pozwala to oczywiście na wyznaczenie dokładnej daty szczytu lub dołka, ale skutecznie sygnalizuje z kwartalnym wyprzedzeniem możliwość wystąpienia dołka lub szczytu.
Obecnie ostatnią istotną zmianą podaży sygnalizowany był szczyt z kwietnia. W tej chwili nie ma żadnych sygnałów, które sugerowałyby, że w ciągu najbliższych trzech miesięcy będziemy mieli istotny w średnim terminie dołek. Oczywiście nie jest to narzędzie doskonałe, ale warto pamiętać, że od 1996 roku podaż "pomyliła" się tylko dwa razy. Każde ekstremum było sygnalizowane.