Na podstawie wykresów najważniejszych zagranicznych indeksów trudno prognozować, w którą stronę podążą rynki akcji w najbliższym czasie. Jest dość prawdopodobne, że okres braku trendu wydłuży się. Takie przynajmniej rozwiązanie sugeruje niemiecki DAX, który po gwałtownym spadku w zeszłym tygodniu (przełamana wzrostowa linia trendu) równie szybko wrócił w okolice 4 tys. pkt. To niemal dokładnie w połowie szerokości średnioterminowego trendu bocznego, który trwa już pięć miesięcy. Londyński FT-SE 100 od pięciu tygodni rośnie, ale przez ten czas zyskał jedynie 2,5%. 4500 pkt, które obecnie wskaźnik testuje, to ważny poziom oporu. Jedynie francuski CAC-40 wydaje się pokazywać - przynajmniej w krótkim terminie - jednoznaczny kierunek. Zamknięcie piątkowej sesji było najwyższe od początku maja (wczorajszy minimalny spadek nic tutaj nie zmienia). W tej sytuacji atak na kwietniowy wierzchołek na 3811 pkt jest bardzo prawdopodobny. Indeks miał wtedy najwyższą wartości od lipca 2002 roku.

Od kiedy S&P 500 zatrzymał zwyżkę w okolicach 1140 pkt, także za Atlantykiem mamy ostatnio sesje, których na dobrą sprawę mogłoby nie być. Być może to wyczekiwanie potrwa do końca miesiąca, kiedy decyzję w sprawie stopy funduszy federalnych podejmie Komitet Otwartego Rynku (FOMC). Rynek oczekuje podwyżki o 25 pb., do 1,25%. Z punktu widzenia analizy technicznej, najważniejszą formacją pozostaje kanał spadkowy. Indeks od dwóch tygodni krąży wokół jego górnego ramienia. Dolne znajduje się na 1080 pkt.

Nasdaq Composite utknął w okolicach 2 tys. pkt. Dwutygodniowa głowa z ramionami, z linią szyi na 1975 pkt, na razie nie może doczekać się realizacji. Jeśli formacja ma mieć jakieś znaczenie, do wybicia powinno dojść na jednej z najbliższych sesji. W przeciwnym razie stanie się nieproporcjonalnie duża w porównaniu z wcześniejszym trendem wzrostowym. Wynika z niej, że wykres indeksu będzie testować dołek z połowy maja na 1876 pkt.