Ostatnie minuty poniedziałkowej sesji wyraźnie zmieniły obraz rynku. Gwałtowny, 30-punktowy ruch w ciągu jednej godziny zdarza się ostatnio na naszym rynku niezmiernie rzadko, więc nadzieje, iż wreszcie rozpoczyna się wyraźniejszy trend - pomimo niskiej aktywności na rynku kasowym - nie były takie bezpodstawne.
Tym razem jednak rynek amerykański nie pomógł, co już rano ostudziło nieco entuzjazm byków, jednak nie przekreślało ataku na poziom 1700 pkt. Otwarcie rynku terminowego nie wypadło imponująco, ale początek sesji nie przyniósł też zbytniego naporu podaży. Oczekujący na kontynuację poniedziałkowej zwyżki mimo wszystko się zawiedli, gdyż rynek przez większą cześć sesji oscylował w okolicach poprzedniego zamknięcia, by zakończyć sesję 6 pkt wyżej. Cóż, do marazmu zdołaliśmy się przyzwyczaić, jednak na razie poniedziałkowa zwyżka nie została zanegowana, co pozwala z lekkim optymizmem patrzeć w przyszłość. Pokonanie 1683 pkt będzie oznaczać, że o wyższe poziomy cenowe będzie trudno, a powrót do 1650 pkt stanie się bardzo prawdopodobny.
Z technicznego punktu widzenia nadal nic specjalnego się nie wydarzyło. Rynek utrzymuje się w konsolidacji, od dołu ograniczonej strefą 1630-1635 pkt, natomiast od góry 1720-1725 pkt. Pokonanie którejś z tych barier przy zdecydowanie wyższych obrotach niż te na ostatnich sesjach powinno przynieść silniejszy impuls. Oczywiście, w obecnej sytuacji lepiej prezentują się perspektywy kupujących, jednak gracze średnioterminowi muszą brać pod uwagę fakt, iż trendy boczne lubią trwać bardzo długo. Wiąże się to z wieloma fałszywymi sygnałami, więc najlepiej po prostu poczekać na wybicie.