W obecnym składzie parlamentu każdy dzień jest ciekawy. W przeciwieństwie do giełdowych notowań, w czasie których wartość obrotów akcjami z WIG20 nie przekracza 150 mln, a rozpiętość sesji na indeksie to zaledwie 10 pkt. Marazm przyjmuje momentami wręcz sadystyczne formy. Wrócę więc do polityki, bo wczoraj iście salomonowe rozwiązanie polskich problemów gospodarczych zafundował rynkom finansowym były marszałek, weryfikujący prognozy ekonomistów. Waga propozycji nie byle jaka, bo chodzi przecież o głosy do wotum zaufania. Otóż na konferencji prasowej dowiedzieliśmy się, że można z jednej strony zwiększać wydatki dla najbiedniejszych, a z drugiej obniżać podatki. Niby nic nadzwyczajnego, bo przecież po obniżce CIT wpływy do budżetu wyraźnie wzrosły i wyraźnie też właśnie z tego powodu. Tak więc rozwiązanie niby gotowe.

Wygląda jednak na to, że w polityce chodzi o oryginalność, a nie skuteczność, bo owa partia zaproponowała podwyżkę ZUS dla najbogatszych, oraz zlikwidowanie kwoty wolnej od podatku w II i III progu podatkowym. Argumentując, że dla tych podatników to i tak nie ma znaczenia. Gdzie tu obniżka podatków tak często deklarowana przez przedstawicieli tej partii? Jak to gdzie - każdy ekonomista powie, że przy takim rozwiązaniu w przyszłym roku podatki będą niższe. To znaczy wpływy z podatków. Podobnie jak giełdowe indeksy. Sytuacja zupełnie odwrotna do początków hossy zainicjowanej między innymi właśnie obniżką CIT.

To tak ku przestrodze. Bo gdyby dzisiaj w południe Belka przystał na tego typu propozycje i zapomniał o czymś co nazwano "planem Hausnera", to zapowiadane ostatnio przeze mnie polityczne bycze uderzenie wyprzedzające ograniczy się tylko do poniedziałku/wtorku, czego nie zmieni nawet zebranie większości dla udzielenia wotum.