Reklama

Budżet ucierpiał pierwszy

Wczoraj, przed decyzją Sejmu o udzieleniu wotum zaufania gabinetowi Marka Belki, złoty się wzmacniał. Możliwe jednak, że dzisiaj będzie tracił na wartości, bo nowy premier wycofał się ze zmiany zasad waloryzacji rent i emerytur. A to oznacza, że założenia do przyszłorocznego budżetu trzeba będzie poddać rewizji.

Publikacja: 25.06.2004 09:41

Decyzja o wotum zaufania wobec gabinetu Marka Belki oznacza, że chwilowo zmniejszyło się ryzyko polityczne. I to było przyczyną, dla której wczoraj po południu za dolara płacono 3,75 zł, wobec 3,77 zł rano. Złoty wzmocnił się też, choć minimalnie, wobec euro.

Założenia do zmiany

Ale analitycy zwracają uwagę, że decyzja Sejmu wcale nie oznacza, że zamieszanie polityczne mamy już za sobą. Marek Belka powiedział, że w październiku, po przedstawieniu projektu budżetu, podda się ponownie weryfikacji parlamentu. To oznacza, że im bliżej będzie tej daty i im więcej będzie wiadomo o opiniach partii politycznych, a zwłaszcza kluczowej Socjaldemokracji Polskiej, tym bardziej nerwowo może być na rynku.

Jednak inwestorzy już wcześniej mogą zacząć recenzować gabinet Marka Belki. Wiadomo bowiem już, że założenia do projektu budżetu na rok przyszły powinny ulec zmianie. Resort finansów przygotował je, zakładając, że Sejm zmieni zasady waloryzacji rent i emerytur - zamiast co roku, miałyby być one podwyższane w chwili, gdy inflacja, liczona od ostatniej waloryzacji, przekroczy 3%, lub co trzy lata. Jednak ten punkt wyleciał już z programu działań rządu, co oznacza także, że przepadnie w parlamencie. Oznacza to, że deficyt budżetowy, który miał wynieść 38,8 mld zł, będzie większy o ok. 2 mld zł.

Fakt, że partie popierające rząd obecnie walczą o wejście do nowego parlamentu, oznacza, że trudno będzie im zdecydować się na cięcia. Nie wiadomo więc, czy uda się załatać dziurę i znaleźć owe brakujące teraz 2 mld złotych. Tymczasem każde zwiększenie deficytu będzie traktowane przez inwestorów jako sygnał, żeby żądać od państwa wyższej rentowności. Zwłaszcza że brak reform w tym roku może spowodować zbliżenie się długu publicznego do niebezpiecznej granicy 55% PKB.

Reklama
Reklama

Rada zrecenzuje

Wkrótce też się dowiemy, jak działania rządu zaopiniuje Rada Polityki Pieniężnej. Wzrost inflacji do 3,4%, zanotowany w maju, przekonał większość analityków, że stopy pójdą do góry. Niektórzy szacowali, że będzie to nawet wzrost o 50 pkt. bazowych, czyli znaczny. Wprawdzie "jastrzębie" nastroje na rynku zostały nieco złagodzone po tym, jak dane o gospodarce z maja pokazały spowolnienie tempa wzrostu, ale teraz sytuacja może ulec zmianie. Rada, widząc brak ochoty do naprawy finansów publicznych wśród polityków, może zwiększyć stopy jednak o 50 pkt. bazowych. To może nieco spowolnić tempo wzrostu gospodarczego, ale przede wszystkim - pokrzyżuje rachuby resortu finansów co do przyszłorocznych kosztów obsługi długu publicznego: państwo za zaciągnięte w tym roku pożyczki zapłaci bowiem dopiero w przyszłym. Tymczasem, jak przyznał minister finansów Andrzej Raczko, wydatki te już w tej chwili zostały skalkulowane z bardzo niewielkim marginesem bezpieczeństwa. Ich wzrost mógłby oznaczać jeszcze większe problemy z dopięciem się budżetu, który już i tak zaczął się rozłazić w szwach.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama