Od wyborów do Parlamentu Europejskiego minęły przeszło dwa tygodnie. 19 lipca odbędzie się pierwsze posiedzenie Izby, w której będzie uczestniczyło 54 naszych eurodeputowanych. Jednak do tej pory nie wiadomo, kto powinien wypłacać im pensje. - W prawie unijnym widnieje zapis, że UE odpowiada za wszystkie dodatkowe koszty posłów, m.in. diety poselskie czy też pieniądze na utrzymanie biura i asystentów - powiedziano nam w przedstawicielstwie PE w Polsce. Natomiast samą pensję wypłaca państwo, z którego pochodzi parlamentarzysta. Uposażenie to jest równe wynagrodzeniu, jakie otrzymują posłowie w parlamencie krajowym. W Polsce poseł zarabia ok. 9,2 tys. zł.
A kto wypłaca posłom pieniądze w innych krajach członkowskich Unii? - Odbywa się to różnie. W niektórych krajach wynagrodzenie wypłaca ministerstwo finansów, w innych kancelaria parlamentu - powiedziała Katarzyna Pondata z biura prasowego PE, która odpowiada za kontakty z deputowanymi.
Jednak zarówno nasze Ministerstwo Finansów, jak i Kancelaria Sejmu nie poczuwają się do odpowiedzialności. - To nie leży w naszej kompetencji, proszę skontaktować się z Kancelarią Sejmu - usłyszeliśmy w biurze prasowym resortu finansów. Także w Kancelarii nikt nie potrafił nam udzielić odpowiedzi. - To nie leży w naszej gestii. My odpowiadamy za wypłacanie pensji polskim posłom - usłyszeliśmy. Powiedziano nam, aby udać się w tej sprawie do Ministerstwa Finansów. Nie dość, że nie wiadomo, kto będzie wypłacał pensje, to także nie wiadomo, skąd wziąć na nie pieniądze. W resorcie finansów powiedziano nam, że środki na ten cel nie zostały zapisane w budżecie.
Czy będą pracować społecznie?
Spytaliśmy naszych eurodeputowanych, czy skoro nie ma dla nich pieniędzy, byliby skłonni zrezygnować ze swojego uposażenia i pracować społecznie?