W sondażu przeprowadzonym przez firmę prawniczą Foley & Lardner wśród 9000 dyrektorów i przedstawicieli wyższego menedżmentu, aż 67% respondentów uważa nowe regulacje za zbyt restrykcyjne. W innym sondażu, którego wyniki publikuje "USA Today", 40% badanych przez Broadgate Consultants menedżerów funduszy pieniężnych uznaje, że w USA zbyt dużą rolę odgrywają wielkie fundusze emerytalne.

Dyrektorzy najostrzej atakują dwie instytucje: California Public Employees? Retirement System (Calpers), czyli największy emerytalny fundusz inwestycyjny w USA, oraz Institutional Shareholder Services (ISS), firmę rekomendującą drobniejszym udziałowcom sposób głosowania na walnych zebraniach akcjonariuszy. Opowiadają się także za złagodzeniem forsowanego przez SEC przepisu, przyznającego udziałowcom większe uprawnienia w nominowaniu kandydatów do zarządów spółek.

Przegłosowana dwa lata temu ustawa Sarbanesa-Oxleya zwiększyła znacznie koszty prowadzenia sprawozdawczości finansowej i audytów. Według Business Roundtable, średni wzrost wydatków to milion dolarów na spółkę, co stanowi poważną kwotę dla dużych i średnich korporacji. W tym roku całkowity koszt dostosowania się do nowych wymogów wyniesie łącznie 5,5 mld USD. Doprowadziło to do tego, że aż 20% badanych dyrektorów poważnie myśli o wycofaniu swojej spółki z giełdy, aby zmniejszyć koszty jej prowadzenia.

Zaostrzenie przepisów o zarządzaniu spółkami publicznymi miało na celu przywrócenie zaufania inwestorów w korporacyjny ład, po serii skandali, które były przyczyną wielomiliardowych strat. Nowe regulacje wprowadzał w ostatnich miesiącach zarówno Kongres poprzez uchwalanie ustaw, jak i - w formie przepisów - Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC), a także same giełdy - New York Stock Exchange oraz Nasdaq. Ankietowani szefowie spółek nie negują pozytywnych skutków zaostrzenia reguł gry. Spółki podniosły standardy prowadzenia ksiąg rachunkowych, lepiej kontrolują zarobki swoich dyrektorów i prezesów oraz przyjmują do zarządów więcej niezależnych członków. Także wielkie fundusze emerytalne i inne instytucje, nadzorujące metody zarządzania bilionami zainwestowanych na giełdzie dolarów, generalnie otrzymują wysokie oceny od dyrektorów spółek. Jednak aktywność inwestorów instytucjonalnych ma też skutki uboczne. Fundusze emerytalne potrafią domagać się od spółek ujawniania własnej polityki dotyczącej donacji na partie polityczne (z reguły sympatyzują one z demokratami, podczas gdy wielki biznez z Partią Republikańską). Spółki farmaceutyczne muszą się tłumaczyć, dlaczego nie wydają wystarczających sum na badania nad leczeniem AIDS, choroby Parkinsona czy Alzheimera. Fundusze zajmują się także takimi kwestiami, jak prawa homoseksualistów oraz lesbijek w miejscu pracy. Poświęcanie uwagi ubocznym zagadnieniom nie zawsze służy interesom większości udziałowców - argumentują ankietowani dyrektorzy.