Czwartkowe duże spadki za oceanem odbiły się czkawką polskim inwestorom. Indeks dużych spółek rozpoczął dzień 10-pkt. (-0,6%) spadkiem. W czasie sesji strata ta powiększyła się do 28 pkt. Ostatecznie jednak w drugiej połowie dnia, byki wykorzystując niskie obroty, zdołały odrobić część strat i WIG20 zakończył dzień na poziomie 1701,2 pkt. (-0,9%).
Na wykresie została wyrysowana poprzedzona luką bessy czarna świeca z długim dolnym cieniem. W żaden sposób nie zmienia ona układu technicznego. WIG20 dalej pozostaje w siedmiotygodniowym kanale wzrostowym. Jego górne ograniczenie znajduje się na wysokości 1740 pkt. Na tym samym poziomie mamy również 50-proc. zniesienie spadków z przełomu kwietnia i maja. Stąd też jego ewentualne pokonanie powinno dać silny impuls wzrostowy.
Dolne ograniczenie wspomnianego kanału znajduje się na wysokości 1660 pkt. Pokrywa się ono ze wsparciem, jakie tworzy linia poprowadzona przez minima z listopada ub.r. oraz maja i czerwca br. Dlatego też oczekuję, że bariera ta nie "padnie" szybko. Sądząc po wadze wsparć i oporów, a także mając na uwadze okres wakacyjny, należy się liczyć, iż do końca lipca WIG20 pozostanie w strefie 1660-1740 pkt.
Niewiele nowego do analizy wnosi wykres tygodniowy WIG20. Na graczy w dalszym ciągu pozytywnie powinien oddziaływać zeszłotygodniowy układ długiej białej świecy i zamkniętej luki bessy 1665-1704 pkt. Zwłaszcza, że Stochastic Oscillator dalej każe utrzymywać długie pozycje, a na MACD pojawiła się szansa na zahamowanie spadków. Aby jednak nie było tak byczo, trzeba dodać, że obserwowana od półtora miesiąca poprawa koniunktury, to tylko korekta spadków z przełomu kwietnia i maja. Korekta, która w najlepszym razie może zakończyć się testem kwietniowych maksimów. Będzie to jednak wymagało dużego wysiłku ze strony popytu. Na kontynuację rozpoczętej jeszcze w październiku 2002 roku hossy nie ma obecnie co liczyć. Najwcześniej szanse na to pojawią się na jesieni. Oczywiście pod warunkiem, że do tego czasu inflacja znacząco nie wzrośnie.