Liczba osób zarejestrowanych w niemieckich urzędach pracy zmniejszyła się w ubiegłym miesiącu o 60 tys., do 4,23 mln - podał wczoraj Federalny Urząd Pracy w Norymberdze. Spadek liczby bezrobotnych w miesiącach wakacyjnych nie jest jednak niczym niezwykłym, bo w tym czasie pojawia się najwięcej ofert pracy sezonowej. Analityków zaskoczyło natomiast to, że po przeszacowaniu danych z uwzględnieniem tych właśnie czynników liczba bezrobotnych również okazała się mniejsza w stosunku do maja - o tysiąc osób. W sondażach przewidywano, że nastąpi wzrost o 10 tys. osób.
Stopa bezrobocia, trzeci miesiąc z rzędu, utrzymała się na poziomie 10,5%. Liczona według standardów Unii Europejskiej wynosi 9,8% - wśród państw strefy euro wyższą ma tylko Hiszpania.
Poprawa na rynku pracy - jeśli zdecydowanie przybierze na sile w kolejnych miesiącach - mogłaby wreszcie przekonać Niemców do sięgnięcia głębiej do swoich portfeli. Ekonomiści wciąż bowiem narzekają, że gospodarka naszych zachodnich sąsiadów odradza się dzięki eksportowi, a nie - jak by chcieli - za sprawą rosnącego popytu wewnętrznego. Szybsze tempo wzrostu w Niemczech powinno z kolei służyć gospodarkom całego regionu Europy Centralnej, w tym polskiej, dla których Niemcy pozostają najważniejszym rynkiem zbytu.
Na razie jednak z zapowiedzi czynionych przez największe niemieckie firmy trudno snuć nadzieje na wyraźny spadek bezrobocia i szybszy wzrost gospodarczy. Z zamiarem przeniesienia fabryki na Węgry i zwolnienia 2 tys. pracowników na rodzimym rynku wystąpił Siemens (wycofał się, gdy związki zawodowe przystały na wydłużenie czasu pracy bez podwyżki wynagrodzenia). Redukcję etatów - o 4 tys. do 2006 r. - niedawno zapowiedziała też KarstadtQuelle, największa sieć handlowa.
Wyższa prognoza wzrostu w tym roku