Informację podał wczoraj "Financial Times". Potwierdził ją prawnik najbogatszego Rosjanina. - Chodorkowski wiele razy powtarzał, że jest gotów do rozmów - stwierdził Antol Drel, cytowany przez agencję Reutera. - Jest gotowy na straty finansowe (...), także dotyczące akcji - dodał.

Drel zaprzeczył jednak doniesieniom brytyjskiego dziennika, że Chodorkowski osobiście zwrócił się do władz z listem, w którym zadeklarował oddanie należących do niego 44% akcji firmy w celu umorzenia podatkowego długu. Zdaniem prawnika, jest to niemożliwe, odkąd były szef Jukosu przebywa za kratkami. Oficjalne zarzuty dotyczą malwersacji przy prywatyzacji i oszustw podatkowych. Nieoficjalnie mówi się jednak, że chodziło o utemperowanie politycznych zapędów niechętnego Kremlowi miliardera.

Doniesienia "FT", w powiązaniu z wtorkowymi wypowiedziami rosyjskiego wiceministra finansów na temat możliwego odsunięcia w czasie wymagalności zobowiązań wobec fiskusa, dodały nadziei inwestorom, że Jukos nie upadnie. W porannych notowaniach na moskiewskiej giełdzie akcje zyskały ponad 16%, osiągając cenę 231 rubli, najwyższą od tygodnia. Bankructwo byłoby pewne, gdyby rosyjskie władze wystąpiły o egzekucję 3,4 mld USD niedopłaconych podatków za 2000 r. Po południu Rosyjska Izba Komornicza wydała komunikat, że przystąpi do ściągania długu, a koncern informował, że wciąż prowadzi negocjacje z władzami. Termin zapłaty minął o północy. Jukos nie mógł jej dokonać, bo ma związane ręce - jego aktywa są zamrożone, a w kasie miał mniej niż połowę potrzebnej kwoty.