MF organizuje uzupełniające aukcje obligacji dzień po "właściwym" przetargu. Rentowność jest z góry ustalona i odpowiada średniej dochodowości z poprzedzającej aukcji. Inwestorzy określają tylko, ile papierów chcą kupić.
W ostatnim czasie przetargi uzupełniające albo w ogóle się nie odbywały, albo ministerstwu nie udawało się sprzedać na nich żadnego papieru. Powód: niskie zainteresowanie polskimi obligacjami. Inwestorzy nie chcieli ich kupować m.in. z powodu oczekiwania podwyżek stóp procentowych, złego stanu naszych finansów publicznych oraz dekoniunktury na światowych rynkach papierów dłużnych. Ostatni przetarg uzupełniający obligacji dwuletnich odbył się 5 lutego br.
Na wczorajszej aukcji MF oferowało papiery o wartości 300 mln zł. Wszystkie zostały sprzedane, a popyt wyniósł prawie 2,6 mld zł. Dzień wcześniej inwestorzy kupili całą pulę oferowanych obligacji, o wartości 2,5 mld zł. Popyt prawie dwukrotnie przewyższył podaż. Większym zainteresowaniem cieszyły się też ostatnio obligacje pięcioletnie. W czerwcu ministerstwo zorganizowało przetarg uzupełniający tych papierów.
Czy to oznacza, że sytuacja na rynku uległa poprawie? - W pewnym sensie tak. Bo jest popyt na nasze obligacje - mówi Tomasz Sikora, szef dealerów papierów dłużnych w BRE Banku. - Skala zainteresowania ostatnią aukcją dwulatek była zaskakująca - przyznaje. - Papiery zostały sprzedane, chociaż w tym samym czasie na rynku można je było kupić po zbliżonej cenie - dodaje (odpowiadała ona rentowności 7,71%).
Jego zdaniem, nie jest to jednak efekt poprawy nastrojów na rynku i lepszej oceny stanu naszych finansów publicznych. - Wielu inwestorów po prostu musi kupować obligacje. Ich aktywa nie mogą być przechowywane w całości w gotówce - twierdzi. - Poza tym, pieniądze na zakup nowych papierów mogły pochodzić z wykupu obligacji wcześniej wyemitowanych przez MF - dodaje. Jest jeszcze jeden argument: Rentowność naszych papierów bardzo mocno wzrosła: w ciągu pół roku prawie o 2 pkt proc. - twierdzi T. Sikora.