Zagrożeniem dla byków na czwartkową sesję był ewentualny kolejny spadek w USA. Po dobrych (czytaj - tylko dobrych, więc fatalnych) wieczornych wynikach Yahoo i Alcoa zejście przynajmniej pod czerwcowe minima wydawało się nieuniknione. Z kolei za to szansą miał być ewentualnie węgierski BUX, który walczy od paru sesji ze szczytem hossy. Także i tutaj na razie porażka byków na całej linii, bo ze wszystkich wariantów wybrały ten najgorszy, w którym zabrakło promila do wierzchołka z 13 kwietnia i po odbiciu indeks zakończył -1,33%. Skoro wszystko sprzysięgło się przeciwko bykom, to skąd tak dobra sesja?
Z mojego pozytywnego nastawienia do rynku? Czysta naiwność, bo przecież czytelnicy wszyscy na wakacjach. Sesję ustawiła wiadomość o bardzo dużym przelewie do ZUS. Nie pamiętam już, kiedy fundusze emerytalne dostały jednym przekazem 665 mln. Prawie zawsze wywoływało to wzmożony popyt, a z czasem stało się "samospełniającą przepowiednią". I nigdy nie miało żadnego znaczenia, czy fundusze faktycznie rozpoczynały szturm na rynek akcji. Przy takich przelewach to po prostu spekulacyjny kapitał wykorzystuje rozbudzenie nadziei i rozpoczyna wzrost. Znowu ten schemat się powtórzył, a o tym że był związany z emocjami wokół przelewu, potwierdza wyraźnie odmienne zachowanie zachodnich parkietów.
Trzeba jednak w tej emerytalnej sielance zauważyć jeszcze jedno. Z reguły taki ruch charakteryzował się dużą dynamiką i obrotami. Wczoraj znowu pachniało marazmem i kilkuminutowymi przerwami w transakcjach kontraktami. Zapowiedź nietrwałego wzrostu, czy przyzwyczajenie do wakacyjnego bezruchu? Ja bym powiedział tak - taka sesja pokazuję, że nawet udany atak na piątkowe luki bessy nie wykreuje teraz mocniejszego trendu i skazani jesteśmy na najwyżej kilkunastopunktowe zmiany.