Wiele wskazuje na to, że w najbliższym czasie na wykresach amerykańskich indeksów nie będzie testu tegorocznych szczytów. Takie wnioski można wysnuć, obserwując ostatnie "poczynania" strony popytowej. W ciągu 4 sesji byki niemal całkowicie zaprzepaściły szanse na letnią hossę.

Pierwsze oznaki słabości kupujących wystąpiły już przed miesiącem. Wówczas, zamiast silnych wzrostów, będących efektem wybicia górą z czteromiesięcznego kanału spadkowego (S&P500, DJIA), rynek utknął w trendzie bocznym. Nieco lepiej zachowywały się spółki technologiczne. Ale tylko dlatego, że do podobnej konsolidacji doszło tuż poniżej górnego ograniczenia kanału spadkowego, po czym popyt z dużym animuszem pokonał opór. To dawało nadzieję na kontynuację wzrostów.

Na początku tygodnia z nadziei nic już nie zostało. Za sprawą wtorkowego spadku, Nasdaq Composite przełamał 15-dniową średnią oraz linię krótkoterminowego trendu wzrostowego, wracając w objęcia kanału spadkowego. Jeżeli dołożymy do tego jeszcze sygnał sprzedaży na MACD, to powrót do 1880 pkt. wydaje się wielce prawdopodobny.

Dzień wcześniej sygnały sprzedaży zostały wygenerowane na wykresach Średniej Przemysłowej oraz indeksu S&P500. W obu przypadkach również doszło do zanegowania wybicia sprzed miesiąca. W krótkim terminie negatywnie na nastroje powinno natomiast oddziaływać wyjście dołem z 4-tygodniowej stabilizacji oraz sygnały sprzedaży wygenerowane na podstawowych wskaźnikach. To wszystko sprawia, iż podobnie jak w przypadku Nasdaq, ruch w kierunku majowych minimów wydaje się obecnie najbardziej prawdopodobny.

W czwartek, jak co tydzień, inwestorzy dostali porcje nowych danych z amerykańskiego rynku pracy. Tym razem były one dobre. Liczba osób ubiegających się po raz pierwszy o zasiłek spadła do 310 tys. osób, podczas gdy oczekiwano spadku jedynie do 341 tys. Wiadomości te poprawiły nastroje wyłącznie europejskim graczom. Wall Street rozpoczął bowiem dzień od spadków indeksów. Co raczej nie powinno dziwić w kontekście powyższych rozważań.