Kto po czwartkowej zwyżce żywił nadzieję, że wzrosty będą kontynuowane, ten się zawiódł. I to podwójny. Raz z racji słabej postawy popytu. Dwa, z uwagi na nudną sesję. Przez niemal cały dzień wrześniowe kontrakty pozostawały w przedziale 1693-1701 pkt. Tradycyjnie już tym "ruchom" towarzyszyły małe obroty, które nie przekroczyły 6600 sztuk. W tym miejscu nie mogę sobie odmówić tej przyjemności, żeby nie wrzucić kamyka do ogródka Ministerstwa Finansów. Wprowadzenie bowiem podatku giełdowego, wespół z nieudolnymi działaniami Giełdy w przypadku manipulacji (vide 4 lutego 2004 roku), w głównej mierze spowodowało odpływ drobnych inwestorów. A co za tym idzie wpłynęło na spadek płynności. Więcej takich inicjatyw Panowie, a już niedługo o kontrakty na WIG20, trawestując Ronalda Reagana, będzie można powiedzieć: kontrakty są jak business, odniosły spektakularny sukces, żeby zakończyć spektakularnym upadkiem.

Z punktu widzenia analizy technicznej wczorajsza sesja nie wnosi nic nowego. "Wrzesień" w dalszym ciągu pozostaje wewnątrz ośmiotygodniowego kanału wzrostowego. Pokonanie 1750 pkt. (górne ograniczenie kanału i zniesienie Fibonacciego) powinno otworzyć drogę ku tegorocznym szczytom. Natomiast spadek poniżej 1660 pkt. (dolne ograniczenie kanału), zapoczątkuje ruch do minimum 1570 pkt.

W chwili obecnej lekko przewagę posiada strona popytowa. Jeżeli w przyszłym tygodniu bykom uda się zamknąć niewielką lukę bessy z 2 lipca (1699-1706 pkt.), to jego końcówka przyniesie test 1750 pkt. Uważam że są na to spore szanse. Takie rozwiązanie sugeruje np. MACD, który powracając powyżej swojej średniej, anulował sygnał sprzedaży sprzed kilku dni. Kupującym pomagać powinny również korygujące spadki, giełdy amerykańskie.