W czerwcu opisywałem gwałtowny skok optymizmu jaki miał miejsce na amerykańskim rynku. W ankiecie Investor's Intelligence w ciągu tylko trzech tygodni liczba byków skoczyła z 42,4% do 55,7%, a liczba niedźwiedzi spadła z 27,3% do 17,5%. Dla tego (anty) wskaźnika to imponujący powrót giełdowego mocnego optymizmu. Potwierdziły to ostatnie trzy tygodnie, podczas których Dow Jones oddał od szczytu (ustanowionego blisko wspomnianej ankiety) ponad 300 pkt., a Nasdaq stracił setkę.

Nie to w tym wszystkim jest jednak najciekawsze. Stara giełdowa prawda mówi, że do wzrostów potrzebne są jakieś złe wiadomości. Gdy ich brakuje, na pewnym etapie nie ma już inwestora, który nie miałby pełnego portfela akcji. Kto ma wtedy kupować? Tak zwana "ściana strachu" to nieodłączny element giełdowej hossy. Warto więc zerknąć co pokazują wskaźniki teraz. Otóż pomimo przeceny amerykańskich indeksów, poziom optymizmu wyrażany przez Investor's Intelligence niemal się nie zmienił. To nie jest normalne, bo podczas spadków część inwestorów z reguły rzuca biały ręcznik i ich optymizm słabnie, aż w końcu "większość" w ogóle nie chce mieć akcji. Wtedy jest to sygnał do wzrostów. Można więc powiedzieć, że tak jak strach jest pożywką dla trendów wzrostowych, tak utrzymująca się nadzieja sprzyja spadkom.

Nie tylko wspomniany wskaźnik potwierdza utrzymujący się optymizm. Obliczany od 24 lat na podstawie 160 biuletynów inwestycyjnych Hulbert Stock Newsletter Sentiment Index wynosi w tej chwili 41,9%. Oblicza się go na podstawie deklarowanego przez analityków zaangażowania. Podczas czerwcowego szczytu wynosił 37,9%. Widać więc wyraźnie, że łapanie dołków to nie tylko domena początkujących inwestorów. Pocieszać się można tylko tym, że pomimo sporego ryzyka, czasami się to udaje.