Walne zgromadzenie Elektrimu nie udzieliło Panu skwitowania z działalności w 2003 r. Co Pan na to?
Oczywiście uznaję prawo akcjonariuszy Elektrimu do podjęcia jakiejkolwiek decyzji w sprawie absolutorium dla mnie. Jest to kwestia oceny jakości zarządzania. Nie ma problemu. Szkoda co prawda, że kodeks handlowy nie wymaga uzasadnienia decyzji - byłoby milej. Ale trudno. Jest jak jest. Natomiast uzasadnienie, które na łamach prasy przedstawił Zygmunt Solorz-Żak, jest po prostu nieprawdziwe. Pan Solorz stwierdza, że jest to wynik złej oceny umowy z obligatariuszami. Tylko że ja zawarłem tę umowę jesienią 2002 roku. A z działalności za 2002 rok, a więc również z umowy z obligatariuszami, rozliczyło mnie walne zgromadzenie w połowie czerwca 2003 r. Wtedy Polsat razem z kilkoma podmiotami kontrolował ok. 49% akcji Elektrimu. Wobec tego powód, dla którego nie otrzymałem absolutorium za 2003 r., musi być inny. Pytam więc jaki? Drugi zarzut dotyczy zgodności umowy z kodeksem spółek handlowych.
Chodzi głównie o jeden punkt tej umowy...
Konkretnie o punkt dotyczący powołania członka zarządu Elektrimu przez obligatariuszy. I to mówi pan Solorz (Z. Solorz jako przewodniczący rady nadzorczej uważa, że tylko rada ma takie prawo - przyp. red.). A Piotr Nurowski, prezes Elektrimu, pyta mnie: jak mogłeś zgodzić się na podpisanie umowy z obligatariuszami, w której gwarantowałeś im prawo do swojego przedstawiciela. Przecież to nie jest w gestii zarządu; narzuciłeś radzie nadzorczej zobowiązanie. Nie miałeś takiego prawa.
Wyjaśniam. Po pierwsze, umowa z obligatariuszami była umową, którą pomagało mi negocjować kilka renomowanych kancelarii prawnych. Znana w Polsce kancelaria Weil, Gotschal & Manges stwierdziła jej zgodność z prawem polskim, bo obligatariusze wymagali opinii o zgodności z kodeksem spółek handlowych. Był to jeden z ich warunków. 15 listopada 2002 r. Weil wystosował pismo do powiernika i wierzycieli, stwierdzające, że umowa jest zgodna z prawem.