Chodorkowski wraz z Płatonem Lebiediewem, uważanym za jego prawą rękę, ponownie stanął wczoraj przed moskiewskim sądem w sprawie o przestępstwa prywatyzacyjne i uchylanie się od podatków. Znów najwięcej kontrowersji wzbudził fakt, że na salę sądową wpuszczono tylko garstkę dziennikarzy. Sąd rozpatrzył wniosek o transmisję procesu przez media, ale odrzucił go, twierdząc, że sprzęt na sali będzie "rozpraszać uwagę uczestników".
Przy okazji procesu poszła też w świat wiadomość, że Chodorkowski wciąż jest gotowy poświęcić akcje Jukosu, byle ochronić go przed wyprzedażą majątku przez komorników. "Jeśli państwo uzna za potrzebne i interesujące uratowanie koncernu przed upadłością, to można ruszyć pakiet akcji Jukosu należący do mnie i moich partnerów. Jesteśmy gotowi nieodpłatnie oddać zarządowi Jukosu ten pakiet" - oświadczył Chodorkowski za pośrednictwem swojego adwokata. Złożona w zeszłym tygodniu propozycja zakładała, że koncern w okresie kilku najbliższych lat zwróci swojemu byłemu szefowi pieniądze za papiery.
Jukos szuka także innych dróg do ugody z władzami. W niedzielę agencja Interfax podała, że chce spłacić rosyjskiemu fiskusowi ponad 8 mld USD w zamian za umorzenie zobowiązań, ale pod warunkiem rozłożenia płatności na trzy lata. Propozycję złożono w miniony czwartek, dzień po wygaśnięciu ultimatum postawionego przez rosyjskie organy skarbowe, które domagały się spłaty w terminie pięciu dni połowy z blisko 7 mld USD niezapłaconych przez koncern podatków za lata 2000-2001. Pieniądze oferowane przez Jukos mają zaspokoić też roszczenia za lata 2002-2003. Organy skarbowe na razie przymierzają się do kontroli sprawozdań za ten okres - zdaniem analityków, po jej zakończeniu dług może wzrosnąć nawet do 14 mld USD.
Eksperci twierdzą, że rząd nie przystanie ani na ponowioną ofertę Chodorkowskiego, ani na propozycję spłaty długu w ratach. - Dlaczego mieliby szkodzić reputacji kraju, zbaczając ze ścieżki, którą doszli już niemal do końca? - zastanawia się James Fenkner z Troika Dialog w Moskwie. - Jeśli był czas na ugodę, powinno do niej dojść przed rokiem - dodaje. Właśnie przed rokiem rozpoczęły się kłopoty Jukosu, gdy za kratki trafił Lebiediew. Na razie władze egzekwują dług - zajęto serwery w moskiewskiej centrali firmy i konta zależnych od Jukosu spółek produkcyjnych. Wczoraj agencje podały, że komornicy wystawili koncernowi rachunek na 235 mln USD (7% roszczeń fiskusa) za swoje "usługi".