Mieliście kiedykolwiek ochotę zrobić licencję maklera czy doradcy inwestycyjnego?
M.P. Owszem, był taki moment, ale gdy doszło do liberalizacji prawa dewizowego, postanowiliśmy skorzystać z możliwości, jakie to daje. Bo tak właściwie głównie zależało nam na działaniu na własny rachunek, a samo zdobycie licencji doradcy tego nie umożliwia. Jeśli chcielibyśmy uruchomić asset management, do czego nas zresztą odbiorcy naszych komentarzy i analiz namawiali, potrzebny byłby ogromny kapitał założycielski.
Polskie prawo jest bardzo restrykcyjne w tym względzie. Małym nie daje szans, a w ramach dużych instytucji działać nie chcieliśmy. Tak jak cenimy sobie niezależność naszych analiz, tak jako inwestorzy i zarządzający cenimy wolność podejmowania decyzji. A zarządzający w wielu instytucjach nie zawsze mają możliwość swobodnego kształtowania portfela.
K.J. Wymagania kapitałowe są dość kuriozalne. Przy takiej skali działalności, jaką teraz prowadzimy, nie byłoby najmniejszych szans na spełnienie wszelkich wymogów kapitałowych i formalnych, jakie stawia ustawa o obrocie papierami wartościowymi i jednoczesne osiągnięcie rentowności. Obecna nasza działalność jest jednak przykładem na to, że bezpieczeństwo pieniędzy może być doskonale zachowane i posiadanie ogromnych kapitałów własnych nic tu nie zmieni. To nie tylko kwesta etyki oraz naszych wewnętrznych mechanizmów kontroli ryzyka, ale także system organizacji zarządzania - klient po prostu nie wpłaca pieniędzy nam, lecz stawia je do dyspozycji na własnym rachunku.
M.P. I w taki sposób funkcjonuje wiele firm na całym świecie, nie tylko na rynku walutowym. Forma naszej działalności jest kopią rozwiązań tam stosowanych, przeniesionych w polskie realia. Ogranicza się, niestety, do rynku walutowego. Na obecność w innych obszarach (szczególnie kontrakty terminowe) jesteśmy przygotowani, lecz nie na wszystko pozwala ustawa.
K.J. A trzeba zaznaczyć, że licencjonowaniu nie podlega jedynie zarządzanie prawami majątkowymi i w tym mieści się rynek walutowy SPOT. Obostrzenia dotyczą za to kontraktów terminowych na waluty i by nimi obracać, wymagana jest już licencja doradcy. Chociaż sposoby działania na obu instrumentach są podobne, istnieje cienka granica, której ustawa przekroczyć nam nie pozwala. Mimo że obowiązująca jeszcze unijna dyrektywa pozostawia dużo więcej swobody tego typu biznesom, nasi nadzorcy odeszli jak najdalej od liberalizacji podczas nowelizacji polskiej wersji prawa. Będziemy więc działać, dopóki jakaś nowa regulacja nie popsuje rynku. Wówczas po prostu wraz z płaconymi podatkami trzeba będzie się przenieść za granicę. Jesteśmy elastyczni i otwarci.