Reklama

Grunt to niezależność

Z Kamilem Jarosem i Markiem Pryzmontem, zarządzającymi portfelem walutowym w Intermarket Service, rozmawia Halina Kochalska

Publikacja: 13.07.2004 08:19

Fascynacja rynkiem kapitałowym może zaprocentować. Przez kilka lat żyliście z analiz i inwestycji na własny rachunek, a od niedawna doszła do tego własna firma działająca na rynku walutowym. Spełniły się Wasze marzenia?

K.J. Od początku istnienia polskiej giełdy angażowaliśmy się w inwestowanie i na tyle nas to wciągnęło, że już później bez giełdy, a może bardziej inwestycji, nie wyobrażaliśmy sobie życia. Od 5 lat nie robimy już nic innego, a od 4 lat również publicznie występujemy z analizami, także w Parkiecie. Przed dwoma laty skorzystaliśmy z liberalizacji prawa dewizowego i zaczęliśmy operacje na rynku walutowym. Nie ukrywamy, że jesteśmy zadowoleni ze swojego zawodowego życiorysu.

Czy są jakieś bariery psychiczne, które trzeba pokonać, by inwestować cudze pieniądze?

K.J. Im dłużej się inwestuje, tym mniej to budzi emocji. W pewnym momencie przestaje mieć znaczenie, czyje są pieniądze. Dba się o nie tak samo jak o swoje.

M.P. Choć nie można powiedzieć, że jest to zajęcie łatwe i przyjemne.

Reklama
Reklama

Mieliście kiedykolwiek ochotę zrobić licencję maklera czy doradcy inwestycyjnego?

M.P. Owszem, był taki moment, ale gdy doszło do liberalizacji prawa dewizowego, postanowiliśmy skorzystać z możliwości, jakie to daje. Bo tak właściwie głównie zależało nam na działaniu na własny rachunek, a samo zdobycie licencji doradcy tego nie umożliwia. Jeśli chcielibyśmy uruchomić asset management, do czego nas zresztą odbiorcy naszych komentarzy i analiz namawiali, potrzebny byłby ogromny kapitał założycielski.

Polskie prawo jest bardzo restrykcyjne w tym względzie. Małym nie daje szans, a w ramach dużych instytucji działać nie chcieliśmy. Tak jak cenimy sobie niezależność naszych analiz, tak jako inwestorzy i zarządzający cenimy wolność podejmowania decyzji. A zarządzający w wielu instytucjach nie zawsze mają możliwość swobodnego kształtowania portfela.

K.J. Wymagania kapitałowe są dość kuriozalne. Przy takiej skali działalności, jaką teraz prowadzimy, nie byłoby najmniejszych szans na spełnienie wszelkich wymogów kapitałowych i formalnych, jakie stawia ustawa o obrocie papierami wartościowymi i jednoczesne osiągnięcie rentowności. Obecna nasza działalność jest jednak przykładem na to, że bezpieczeństwo pieniędzy może być doskonale zachowane i posiadanie ogromnych kapitałów własnych nic tu nie zmieni. To nie tylko kwesta etyki oraz naszych wewnętrznych mechanizmów kontroli ryzyka, ale także system organizacji zarządzania - klient po prostu nie wpłaca pieniędzy nam, lecz stawia je do dyspozycji na własnym rachunku.

M.P. I w taki sposób funkcjonuje wiele firm na całym świecie, nie tylko na rynku walutowym. Forma naszej działalności jest kopią rozwiązań tam stosowanych, przeniesionych w polskie realia. Ogranicza się, niestety, do rynku walutowego. Na obecność w innych obszarach (szczególnie kontrakty terminowe) jesteśmy przygotowani, lecz nie na wszystko pozwala ustawa.

K.J. A trzeba zaznaczyć, że licencjonowaniu nie podlega jedynie zarządzanie prawami majątkowymi i w tym mieści się rynek walutowy SPOT. Obostrzenia dotyczą za to kontraktów terminowych na waluty i by nimi obracać, wymagana jest już licencja doradcy. Chociaż sposoby działania na obu instrumentach są podobne, istnieje cienka granica, której ustawa przekroczyć nam nie pozwala. Mimo że obowiązująca jeszcze unijna dyrektywa pozostawia dużo więcej swobody tego typu biznesom, nasi nadzorcy odeszli jak najdalej od liberalizacji podczas nowelizacji polskiej wersji prawa. Będziemy więc działać, dopóki jakaś nowa regulacja nie popsuje rynku. Wówczas po prostu wraz z płaconymi podatkami trzeba będzie się przenieść za granicę. Jesteśmy elastyczni i otwarci.

Reklama
Reklama

I po kłopocie?

M.P. Niekoniecznie. Przez wiele lat nie było możliwości inwestowania za granicą, ludzie się z tym nie oswoili i pojawia się problem mentalności. Jestem przekonany, że w momencie przerejestrowania firmy do Londynu, poziom zaufania klientów spadłby o 50%, a na Ludzie chcą, by wszystko było na miejscu, by w razie czego mieć komu dać w nos.

Na razie, odpukać, warunki prawne i rynkowe są świetne do zajmowania się handlem walutami.

K.J. Rzeczywiście, te drugie dużo bardziej: euro-dolar jeszcze dwa lata temu nie był tak atrakcyjny. Teraz dzięki dużej zmienności jest bardzo wdzięcznym instrumentem do zarabiania. Rynek Forex przeżywa m.in. z tego powodu boom na całym świecie, także w Polsce. Widać, jak aktywniejsi gracze przesuwają się na rynek walut i konsekwentnie ubywa otwartych pozycji na kontraktach.

M.P. Jeśli chodzi o handel walutami to jesteśmy w połowie hossy, a jeśli chodzi o działalność firm, takich jak nasza to mamy początek hossy.

Na czym polega działalność Waszej firmy?

Reklama
Reklama

M.P. Główne przychody generujemy z usług zarządzania środkami na zlecenie. Klient zakłada własny rachunek na platformie amerykańskiej Global Forex Trading i naszej firmie udziela ograniczonego pełnomocnictwa, dzięki któremu mamy możliwość składania w jego imieniu zleceń, nie możemy natomiast wypłacać gotówki. Fakt, że jest to rachunek klienta, oznacza, że ma do niego pełny dostęp - widzi każdą otwieraną pozycję i historię transakcji. Na bieżąco kontroluje nasze działania. W każdej chwili może też wycofać udzielone pełnomocnictwo.

Zanim zaczęliśmy działalność operacyjną na powierzonych pieniądzach, rok poświęciliśmy na testowanie i doskonalenie systemów inwestycyjnych m.in. właśnie dla walut. Publikowaliśmy je na naszej stronie internetowej www.IntermarketService.com wraz z osiąganymi wynikami. Tworzyliśmy też biuletyny, które dostarczaliśmy inwestorom indywidualnym i brokerom. Były to analizy, rekomendacje oraz sygnały różnych systemów transakcyjnych na towary i waluty. Potencjalni klienci mogli więc zobaczyć, że potrafimy to robić. Osoby, które przekonało to, by powierzyć nam pieniądze, w tym roku pozakładały rachunki zarządzane przez nas.

Jakie kursy przewidujecie na koniec roku?

K.J. To jest właśnie kwestia podejścia do inwestycji. Jedni prognozują ruch od strony fundamentalnej i starają się pod tę prognozę ustawić swoje pozycje, a inni reagują na to, co dzieje się na rynku. Moje inwestycje głównie opierają się na systemach inwestycyjnych działających w oparciu o tę drugą zasadę. Jeśli jest jakiś wzrost, to próbujemy się pod ten wzrost podpiąć i zarobić na długiej pozycji. Nie znaczy to jednak, że wcale nie korzystamy w praktyce z przygotowywanych przez nas analiz, np. danych makroekonomicznych. Marek bardzo często wykorzystuje je w swoich inwestycjach.

M.P. Tak, takie różnorodne podejście zapewnia u nas dywersyfikację ryzyka i polega na podziale zarządzanego kapitału na dwa rachunki, prowadzone w nieco odmienny sposób. Ja, w przeciwieństwie do Kamila, oprócz analizy technicznej często korzystam ze wspomnianych własnych analiz makroekonomicznych, wysnuwając z nich krótkoterminowe prognozy, starając się wyprzedzić prognozowany kurs w ciągu najbliższych kilku godzin. Głównie chodzi tu o momenty publikacji danych makro.

Reklama
Reklama

K.J. Dwa podejścia rynkowe połączone razem pozwalają nam osiągać bardziej stabilną stopę zwrotu.

M.P. A stabilność na rynku finansowym jest nie mniej ważna niż stopa zwrotu czy zaufanie. Brak stabilności to podstawowy błąd początkujących inwestorów. Otwierają konta demo i w dwa miesiące robią 200% zysku, stwierdzają więc, że są najlepsi na świecie i dalej będzie im tak szło, co często kończy się sporymi stratami. Jeśli chodzi natomiast o fundusze inwestycyjne, których wyniki uzależnione są od giełdowej koniunktury, zauważamy brak wykorzystania krótkiej strony transakcji. Większość klientów fundusze zdobywają na szczytach hossy, a żadna hossa nie trwa dziesięciolecia. Natomiast rynek walutowy cały czas daje możliwości osiągania wysokich zysków.

No właśnie, ile już zarobiliście dla swoich klientów i ile to będzie w ciągu roku?

K.J. Cha, cha, cha! Wszyscy zaczynają od tego pytania. Nie interesują się ryzykiem i szczegółami inwestycji, ale sakramentalne "Ile wyciągniecie w roku?" pojawia się od razu.

M.P. Mamy trzy warianty - pierwszy pesymistyczny: wyjść bez strat, wariant realny to 50% w skali roku, a optymistyczny - więcej. Oczywiście zawsze istnieje ryzyko strat. W zależności od wybranej strategii - ustalamy próg, poniżej którego kapitał nie może spaść - 10% dla strategii bezpiecznej, 30% dla aktywnej. Po więcej informacji zapraszamy na stronę internetową.

Reklama
Reklama

Kusząco brzmi. Pułap nie do osiągnięcia przez fundusze, ale działalność zaczęliście od straty.

M.P. 5,2% w pierwszym miesiącu. Okazało się, że początki są najtrudniejsze. Doszły do tego problemy techniczne, ale od tego momentu każdy miesiąc jest na plusie, w maju ponad 10%. O tym, że mówimy o realnych zyskach, można się przekonać po wynikach firm działających na tym rynku za granicą.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama