W uzasadnieniu swojego projektu rząd napisał, że PAPG będzie elastyczniej, niż jej poprzedniczka, dostosowywać się do potrzeb inwestorów. Dzięki temu będzie ich sprawniej obsługiwać. W efekcie wartość zagranicznych inwestycji ma znacząco wzrosnąć.
Projekt ma jednak wielu krytyków. Ich zdaniem uprawnienia nowej agencji wcale nie są większe niż PAIiIZ. Nie będzie mogła np. przejmować gruntów państwowych i przekazywać ich inwestorom, ani powoływać do życia specjalnych stref ekonomicznych, które są jednym z najskuteczniejszych elementów przyciągania zagranicznych inwestorów. Wyrobione zdanie nt. projektu ma Adam Szejnfeld z PO, szef komisji gospodarki: - W projekcie trzeba zmienić wiele, począwszy od nazwy i struktury organizacyjnej, poprzez mechanizmy powoływania władz i zakres zadań oraz kompetencji, a na mechanizmach koordynacji zadań kończąc - mówi poseł.
- Tak długi, jak agencja nie będzie miała pełnych kompetencji decyzyjnych, łącznie z możliwością oferowania gruntów państwowych pod zagraniczne inwestycje, tak długo będziemy przegrywać z innymi państwami, w których analogiczne urzędy mają takie uprawnienia - uważa Ryszard Petru, główny ekonomista BPH, wcześniej analityk Banku Światowego.
- Agencja w takim kształcie nie różni się od zwykłej firmy konsultingowej - dodaje anonimowy wysoki urzędnik państwowy.
Projektu broni wiceminister gospodarki Mirosław Zieliński, który reprezentuje rząd w sprawie projektu: - To jest projekt najlepszy, jaki zdołaliśmy w administracji wypracować - mówi. - Założenie, że agencja w zakresie kontaktów z inwestorami zagranicznymi zastąpiła wszystkie organy państwa, jest idealistyczne i nierealne - dodaje.