W tej grupie znajdują się najważniejsze indeksy europejskie - niemiecki DAX, brytyjski FT-SE 100, francuski CAC-40, szwajcarski SSMI. Ten ostatni zakończył piątkową sesję na najniższym poziomie w tym roku, już poniżej marcowego dołka. Na wykresie indeksu zbudowany został podwójny szczyt, obejmujący całe tegoroczne notowania.
Spadkom w Europie przewodzi jednak fiński HEX, z Nokią w roli kamienia u szyi. Od szczytu z początku marca indeks stracił już ponad 25%. Śladem najważniejszych rynków podążają także WIG i WIG20. Podobnie jak reszcie Europy grozi nam przyspieszenie spadków, ale bessa wcale nie jest przesądzona.
Są wyjątki
Choć testowanie dolnego ograniczenia średnioterminowego trendu bocznego to bardzo popularny schemat, jednak część rynków się z niego wyłamuje. Choćby bliski nam węgierski BUX wciąż zmaga się z historycznym rekordem z połowy kwietnia. Pierwsze podejście do 11 760 pkt zakończyło się niepowodzeniem, ale spadek od szczytu nie przekracza 3%. Kolejny atak po krótkiej konsolidacji może przynieść bykom sukces.
W trendzie wzrostowym znajduje się także turecki ISE 100, który w szybkim tempie zbliża się do marcowego szczytu. Do ustanowionego wtedy rekordu brakuje tylko 10%. Południe Europy wygrywa z Północą - w małym stopniu ostatnie ochłodzenie koniunktury dotknęło giełdy w Mediolanie (Mibtel - mniej niż 3% od szczytu hossy) i Madrycie (Madrid General - niecałe 5% poniżej wierzchołka). W porównaniu z tymi indeksami WIG20, któremu brakuje prawie 15% do szczytu z połowy kwietnia, prezentuje się słabo. Po przeliczeniu na euro strata WIG20 zmniejsza się do niespełna 3%.