Pod koniec ubiegłego tygodnia, gdy MACD zaczął zawracać tuż powyżej linii sygnalnej, pojawiła się szansa na ruch w kierunku oporu na 1770 pkt (m.in. luka bessy). Jednak spadki z początku tygodnia całkowicie przekreśliły ten scenariusz. Dopełnieniem dzieła zniszczenia była sesja czwartkowa. Strona podażowa, sprowadzając indeks dużych spółek poniżej 1675 pkt., doprowadziła do wybicia dołem z kanału wzrostowego, w którym WIG20 poruszał się od ponad dwóch miesięcy. Jednocześnie przełamane zostało, usytuowane na tym samym poziomie wsparcie, tworzone przez linię poprowadzoną po dołkach z listopada 2003 oraz maja i czerwca tego roku. Tym samym wygenerowane zostały krótkoterminowe sygnały sprzedaży, których konsekwencją powinien być spadek do 1600 pkt.
W piątek, korzystając z popytowego oddziaływania poziomu 1642 pkt., byki "odkręciły" całą sytuację. Wczorajsza biała świeca z dolnym cieniem, przy odrobinie determinacji, może w przyszłym tygodniu przynieść test czerwcowego szczytu (1740 pkt.) Zwłaszcza, że zanegowane zostało czwartkowe wybicie z kanału.
Reaktywacja rynku w drugiej części wczorajszej sesji, z pewnością zaskoczyła wszystkich, którzy jeszcze do południa obstawiali spadki w ramach Wigometru. Jest to dość pokaźna grupa, bowiem aż 58% ankietowanych oczekiwało spadków na koniec przyszłego tygodnia, podczas gdy tylko 25% stawiało na wzrost. Ostatnio tak dużą dysproporcję można było zaobserwować przed dwoma tygodniami (58% spadek, 21% wzrost). Wówczas taki rozkład głosów nie znalazł odzwierciedlenia w zachowaniu indeksu dużych spółek, który zakończył tydzień niewielkim wzrostem. Teraz może być podobnie. Główne elementy techniczne, które skłaniały do sprzedaży akcji, zostały bowiem wyeliminowane (praktycznie "straszy" jedynie utrzymujący się sygnał sprzedaży na MACD).
Pomóc może też Wall Street. Jeżeli dojdzie tam do korekty, to polski rynek nie będzie miał wyjścia i ruszy na północ.