Reklama

Do czterech razy sztuka?

Dzisiaj Mirosław Gronicki zastąpi Andrzeja Raczkę na stanowisku szefa resortu finansów. Będzie to czwarty szef tego resortu od wyborów na jesieni 2001 r. I - podobnie jak jego poprzednicy - będzie się musiał zająć przede wszystkim reformą finansów publicznych.

Publikacja: 21.07.2004 11:12

Jeżeli o tym, jaka sytuacja panuje w danym resorcie, świadczy częstotliwość zmian na stanowisku ministra, to z finansami nie jest dobrze. Nie tak źle wprawdzie, jak ze zdrowiem, ale niewiele lepiej niż z prywatyzacją (Jacek Socha jest piątym ministrem skarbu od wyborów). Głównym problemem, z którym - jak dotąd - nie poradził sobie żaden z poprzedników Mirosława Gronickiego, jest reforma finansów publicznych.

Na jak długo?

To, co nowy minister finansów będzie mógł zrobić, zależy od tego, jak długo pozostanie w rządzie. Jesienią ma się odbyć kolejne głosowanie o wotum zaufania. Jeśli rząd Marka Belki przegra, to głównym osiągnięciem Mirosława Gronickiego zostanie projekt budżetu na 2005 rok. Jednak coraz więcej prognoz mówi, że obecny gabinet przetrwa aż do wyborów w przyszłym roku. To oznaczałoby, że nowy szef resortu finansów będzie miał znacznie więcej czasu. Pytanie - jak go wykorzysta?

Dług przede wszystkim?

Jak wynika z wypowiedzi M. Gronickiego, jednym z jego głównych celów będzie ograniczenie wydatków. Z tym problemem jednak nie poradzili sobie jego poprzednicy - i to również ci, którzy za finanse publiczne odpowiadali w rządzie Jerzego Buzka. Już w 1997 r. ówczesny minister finansów Leszek Balcerowicz zwracał uwagę na konieczność ograniczenia tempa narastania długu publicznego i reformy finansów publicznych. Efekty były takie, że jego następca Jarosław Bauc stracił posadę po tym, jak ogłosił publicznie, że działania posłów mogą doprowadzić do 80-miliardowego deficytu. Ministrowie finansów za czasów premiera Leszka Millera również nie dawali sobie rady z narastaniem długu. I to nawet wtedy, gdy ich pozycja polityczna była mocniejsza oraz piastowali w rządzie wyższe funkcje niż ta, jaką otrzyma Mirosław Gronicki.

Reklama
Reklama

Tu oszczędzić,

tam wydać?

Wprawdzie udało się uchwalić ustawę o zmianie zasad waloryzacji rent i emerytur, ale to może być ostatni sukces rządu w dziedzinie ograniczania wydatków. SdPl narzeka na kolejne ustawy z planu Hausnera i zapowiada ich bojkot. Jednocześnie rząd jest gotów na coraz większe ustępstwa - czyli wydawanie większych pieniędzy. Rozważa się np. wprowadzenie większej kwoty wolnej z I progu podatkowego, co będzie oznaczać konieczność jej likwidacji dla pozostałych podatników. M. Gronicki mówił o uporządkowaniu VAT. Możliwe, że chodzi o to samo, czego dokonano na Słowacji, czyli wprowadzenie jednej stawki tego podatku. W końcu - M. Gronicki doradzał rządowi słowackiemu przy reformach gospodarczych. Tylko że wprowadzenie jednej stawki oznaczałoby podwyżkę VAT na artykuły żywnościowe czy usługi budowlane. I nastąpiłoby w przyszłym, wyborczym roku. Mało prawdopodobne, by Marek Belka i popierające go partie ryzykowały powtórkę wojny o VAT, która miała miejsce na początku tego roku i kosztowała SLD sporo punktów poparcia społecznego.

Zostanie tylko budżet?

Możliwe więc, że Mirosław Gronicki pozostawi po sobie tylko budżet na 2005 rok. Najważniejsze sprawy pozostaną niezałatwione i poczekają na wyniki nowych wyborów i nowy gabinet, który wtedy powstanie. Pytanie tylko, czy nowy rząd będzie w stanie załatwić problem finansów publicznych, z którymi nie poradziła sobie żadna Rada Ministrów od 1989 r.?

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama