Niewiele dobrego można powiedzieć o sesjach giełdowych z zeszłego tygodnia. Cały czas gramy stary, ale jakże skuteczny schemat: sprzedawania futures powyżej poziomu 1700 punktów i odkupywania poniżej tego poziomu. Bardziej napracować się muszą inwestorzy grający na rynku kasowym. Zarabianie pieniędzy na akcjach wcale nie jest proste, tak jak w ostatnim czasie pisanie komentarzy do nudnych i schematycznych sesji giełdowych. Gołym okiem widać, że z naszym rynkiem można zrobić wszystko. Najlepiej pokazała to środowa sesja, gdzie indeksy w ekspresowym tempie poszły do góry. Choć notowania na świecie (szczególnie w USA), czy też dane makroekonomiczne, nie mają już od dłuższego czasu większego znaczenia, to jednak tym razem odstąpiono od reguły. Pozytywne wystąpienie Greenspana przywróciło nadzieję na kolejną falę zwyżek na światowych giełdach.
Rzeczywistość okazała się jednak brutalna i skończyło się na jednosesyjnym wyskoku. Trzeba mieć wiele cierpliwości i samozaparcia, by jeszcze oglądać notowania giełdowe, nie mówiąc już o inwestowaniu. Pocieszające jest jednak to, że taka "nicość" na giełdzie nie może trwać wiecznie. Im dłużej trwa trend boczny, tym większego wybicia należy oczekiwać.
Co będzie teraz? Nie wierzę, że taki marazm utrzyma się aż do listopada (sprzedaż PKO PB). Powinna być już gra pod wyniki spółek. Przykład Świecia pokazuje, że może się to opłacać. Duży wzrost Rafako, czy też branży mięsnej, przy zwiększonych obrotach wskazują, że inwestorzy oczekują dobrych wyników tych spółek.
Jako że przy tak płytkim rynku analiza techniczna jest bezradna, posłużę się cyklem Mirka S.(skuteczniejszego niż rzut monetą). Stworzyłem go na własne potrzeby i pokazuje on zależność pomiędzy moim urlopem a notowaniami na giełdzie. W 87% przypadków kiedy byłem na urlopie na giełdzie panowały zwyżki, a w ostatnie wakacje indeksy notowały swoje maksima. Czyżby od poniedziałku czekał nas wzrost?
Zwróć uwagę: