Google w dokumentacji złożonej w amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) podał, że chce sprzedać 24,6 mln akcji po 108 do 135 USD za sztukę. Do publicznego obrotu trafi 9% wszystkich akcji firmy. W przypadku sprzedaży papierów po maksymalnej cenie z prospektu emisyjnego, rynkowa wartość firmy sięgnie 36 mld USD. Dla porównania, kapitalizacja jednego z najbardziej znanych potentatów internetowych - eBay, prowadzącego serwis aukcyjny - wynosi obecnie 48,6 mld USD.
Szczegóły oferty publicznej (IPO) Google poznaliśmy dopiero wczoraj, choć - według niedawnych doniesień "The Wall Street Journal" - spółka miała je podać już w zeszłym tygodniu. Niewykluczone że także debiut Google na Nasdaq (zaplanowany na sierpień) nastąpi z opóźnieniem. Co jakiś czas pojawiają się bowiem informacje świadczące o spięciach na linii spółka - odpowiedzialne za emisję domy maklerskie.
Głównym powodem są pieniądze. Organizatorzy emisji mogą liczyć na mniejsze wpływy (dostaną do podziału 90 mln USD), niż przy "tradycyjnym" IPO o podobnej wartości, a koszty będą mieć wyższe niż zwykle. Sprzedaż papierów zostanie przeprowadzona w drodze rzadko wykorzystywanej tzw. aukcji holenderskiej - inwestorzy, obok liczby akcji, które deklarują kupić, zaproponują też maksymalną cenę, jaką skłonni są za nie dać. Na podstawie takiej "listy zamówień" będzie określona cena emisyjna. Normalnie o jej wysokości decydują domy maklerskie - przy czym lekko tę cenę zaniżając, premiują swoich najlepszych klientów, którzy najczęściej biorą znaczne pakiety akcji.
Aukcja holenderska ciągnie zaś z sobą spore wydatki związane z infrastrukturą. Do jej organizacji trzeba spiąć sieci wszystkich domów maklerskich i podłączyć je do centralnego serwera Google (poprowadzi rejestr zleceń inwestorów). Szczególnie boleśnie odczuwają to mniejsze podmioty, zmuszone uaktualnić swoje systemy do wymaganych przez Google rygorystycznych standardów bezpieczeństwa.
Ponadto, jak doniósł parę dni temu "The Wall Street Journal", co najmniej trzy - Citigroup, Goldman Sachs i J.P. Morgan Chase - z 30 instytucji wynajętych do zorganizowania emisji opiera się żądaniom Google, by zagwarantować wykup akcji, które inwestorzy zamówią, a nie kupią. Od niektórych banków firma chce gwarancji kredytowych na kwotę pół miliarda USD. Zdaniem amerykańskiego dziennika, banki mogłyby zgodzić się na żądania Google pod warunkiem podniesienia prowizji za przeprowadzenie IPO.