"Nową świecką tradycją" staje się ostatnio mizerny obrót w trakcie poniedziałkowych sesji. Podobnie było wczoraj: gdyby nie PKN to obroty nie przekroczyłyby 150 mln złotych. Po dość ostrym ruchu w dół, w połowie miesiąca i równie szybkim powrocie, rynek znów - jak na początku miesiąca - zmaga się z oporem w granicach 24 tys. pkt. Trwa to już dość długo i chyba to najwyższy czas, by coś z tym zrobić, bo sentyment na giełdach zagranicznych pogarsza się z dnia na dzień.
Przypuszczalnie jednym z powodów trwającego wyczekiwania jest zbliżający się termin publikacji wyników kwartalnych - w dwóch słowach mówiąc analitycy i inwestorzy oczekują dobrych lub bardzo dobrych wyników. Niektóre spółki już zdążyły się pochwalić wybranymi liczbami z rachunku zysków strat (znów nowa tradycja: przecież terminy publikacji raportów kwartalnych były już wcześniej określone...), potwierdzając, że II kwartał był dla spółek produkcyjnych udany. Problem chyba w tym, że oczekiwania rynku są naprawdę wygórowane i trudno będzie je przekroczyć. Z drugiej strony, przy wysokim poziomie oczekiwań prawdopodobieństwo "negatywnej niespodzianki" nie jest wcale małe.
Na uwagę zasługuje zachowanie banków, które aż do początku czerwca zachowywały się zgodnie z indeksem, w czerwcu były od niego odrobinę słabsze, by w lipcu zachować się o ponad 6% gorzej od WIG-u. Przy szacowanym przeze mnie na ok. 7,5% średnim udziale banków w aktywach OFE, jest to zaledwie pół punktu procentowego zmniejszenia zaangażowania w ten sektor. Oferta PKO BP i udział tej spółki w indeksach giełdowych będzie zaś na tyle duży, że miejsca w portfelach trzeba będzie zrobić więcej.
Zwróć uwagę:
Stalexport - abstrahując od sytuacji fundamentalnej, obecne czasy są dobre dla papierów spekulacyjnych, a Stalexport ma taką właśnie historię.