Zaraz na początku sezonu wakacyjnego - zwykle nieco mniej atrakcyjnego medialnie - Rada Polityki Pieniężnej podjęła decyzję o podwyżce stóp procentowych. Decyzję znaczącą nie tylko dla rynków finansowych, ale również dla każdego Polaka. A szczególnie dla tych, którzy ostatnimi czasy skusili się na kredyty hipoteczne. Nic więc dziwnego, że jeszcze banki nie zdążyły zareagować na decyzję Rady, a medialnym tematem przewodnim stały się dywagacje o koszcie pieniądza. Jednak spoza normalnych w tej sytuacji pytań, kiedy i o ile wzrosną stopy procentowe, zwykle pojawia się trzeci problem: czy w tych warunkach lepiej wybrać kredyt złotowy czy walutowy.
Sam jestem częstym adresatem tych pytań. Niestety, przynajmniej w tym temacie, jestem dość trudnym interlokutorem. Uważam bowiem, że na ostatnie z powyższych pytań nie ma odpowiedzi lekkiej, łatwej i przyjemnej. Nie ma również uniwersalnych rad "dla przeciętnego Polaka", które można by głosić ex cathedra.
Pytanie, co jest lepsze, czy kredyt złotowy, czy walutowy, przypomina bowiem pytanie o to, czy się woli jabłka czy gruszki. Jednak, o ile w przypadku wyżej wymienionych owoców kluczową rolę odgrywają preferencje dotyczące smaku (i może jeszcze kształtu), o tyle w przypadku wyboru kredytu kluczowe są preferencje dotyczące ryzyka. Z tej perspektywy przyjrzyjmy się choćby tylko jednemu z potencjalnych kryteriów wyboru. Jak niektórzy przekonali się na początku tego roku, zmiany kursu walutowego mogą bardzo szybko zniwelować różnice w oprocentowaniu. Oczywiście, w przypadku kredytu hipotecznego kilkumiesięczne wahania kursu nie muszą przesądzać o tym, że w całym 10- czy 20-letnim okresie kredyt walutowy będzie gorszy/lepszy niż złotowy. Jednak wahania kursu mogą oznaczać, że w pewnym okresie płatności związane z kredytem wzrosną znacząco. Czy potencjalny kredytobiorca jest w stanie to zaakceptować? Czy - może inaczej - jest to w stanie wytrzymać jego domowy budżet? Na te i inne pytania trzeba sobie odpowiedzieć, wybierając rodzaj kredytu. I na tych odpowiedziach budować decyzje. Nie zaś na tym, że RPP może jeszcze podwyższać stopy i jak "rynek" szacuje dalsze podwyżki.
Nie ma idealnego rozwiązania dla wszystkich. Oznacza to, że tak naprawdę decyzję każdy musi podjąć sam.