Według informatorów agencji Bloomberga, zapytania w tej sprawie zostały przesłane m.in. do Citigroup, Merrill Lynch, Morgan Stanley, Credit Suisse First Boston i Goldman Sachs w zeszłym miesiącu. Urzędnicy SEC żądają w nich wyjaśnień dotyczących procedur, jakie banki stosują, by zapewnić rozdzielność działań w zakresie bankowości inwestycyjnej od zarządzania funduszami.
Wszczęte parę miesięcy temu śledztwo SEC ma na celu ustalić, czy zarządzający funduszami tworzonymi przy bankach inwestycyjnych, kupując akcje spółek obsługiwanych przez te banki, nie działali na szkodę swoich klientów. Takie podejrzenia rodzą się po przejrzeniu statystyk dotyczących składu portfela poszczególnych funduszy w minionych latach. Zarządzający szczególnie chętnie lokowali środki w papiery wprowadzanych przez swoje banki do publicznego obrotu spółek technologicznych w czasach internetowej hossy z 2000 r. W kolejnych latach wiele z takich firm zbankrutowało, i fundusze - które niewzruszenie trwały przy nierentownych inwestycjach - traciły ulokowane w ten sposób pieniądze.
Sprawa ma charakter podobny do afery z udziałem zatrudnianych przez banki inwestycyjne analityków papierów wartościowych, którą cztery lata temu zajął się nowojorski prokurator Eliot Spitzer. Jego współpracownicy dowiedli, że działające przy bankach działy analiz nie były - wbrew wymogom - w pełni od nich niezależne i wielokrotnie sporządzały zafałszowane analizy, zachęcające inwestorów do kupowania akcji klientów swoich banków (np. spółek, którym te banki organizowały emisje). Sprawa znalazła finał w zeszłym roku, gdy banki zgodziły się zapłacić aż 1,4 mld USD w ramach ugody z SEC i Narodowym Stowarzyszeniem Dealerów Papierów Wartościowych (NASD), by uniknąć formalnych oskarżeń i procesów sądowych.
Bloomberg