W czerwcu ceny konsumpcyjne w Polsce były o 4,4% wyższe niż przed rokiem. Inflacja średnioroczna osiągnęła poziom 1,8%. Według analityków z BRE, dokładnie taki był w czerwcu maksymalny pułap wskaźnika cen, umożliwiający przyjęcie euro. A inflacja w Polsce prawdopodobnie jeszcze wzrośnie. Analitycy z BRE szacują, że w lipcu osiągnie 4,8%.
Z danych dostępnych na stronie internetowej Eurostatu, urzędu statystycznego UE, wynika, że mamy nieco większą "rezerwę". Referencyjny (średnioroczny) poziom inflacji wynosił bowiem w czerwcu 2,5%.
Do tej pory Polska nie miała problemu ze spełnieniem kryterium inflacyjnego. Problem pojawił się w maju. Do "koszyka", w oparciu o który wylicza się referencyjny poziom inflacji, dołączyło bowiem 10 nowych państw. Wśród nich jest Litwa, która notuje średnioroczną deflację, na poziomie 0,8%. Poza tym, po długim okresie stabilizacji, ceny w Polsce zaczęły rosnąć. Ma to m.in. związek z wejściem do UE oraz przyspieszeniem wzrostu gospodarczego.
Według specjalistów z BRE Polska nie spełnia też kryterium dotyczącego stóp procentowych. Długoterminowe stopy wynoszą w tej chwili 6,57%, a maksymalny poziom to 6,51%. Z danych Eurostatu za maj wynika, że stopy długoterminowe w Polsce były na poziomie 6,37% (stawka referencyjna to 6,3%). Niezmiennie mamy też problem z nadmiernym deficytem budżetowym. Deficyt na koniec 2003 r., liczony według metodologii UE, wyniósł 4,1% PKB.
Jedyne kryterium, które w tej chwili spełniamy, dotyczy wysokości długu publicznego. Według wyliczeń Eurostatu, dług publiczny Polski pod koniec 2003 r. stanowił 45,4% PKB. Relacja ta znacząco jednak wzrośnie, jeśli UE nie zgodzi się, aby fundusze emerytalne zostały zakwalifikowane do sektora publicznego (jak proponuje polski rząd).