Dyrektor NYSE John Thain nie ukrywał, że giełdzie zależy na utrzymaniu obecnego stanu posiadania na rynku operacji giełdowych. Nowy system ma zacząć funkcjonować za 6 do 12 miesięcy. Obecnie transakcje dokonywane są na NYSE podobnymi metodami, co 212 lat temu - za pośrednictwem maklerów-specjalistów realizujących zlecenia bezpośrednio na parkiecie (tzw. metoda open--outcry).
Nie wiadomo jeszcze, czy propozycje NYSE zaspokoją żądania dużych inwestorów instytucjonalnych, przede wszystkim wielkich rodzin funduszy. Grożą one otwarcie zrezygnowaniem z usług największej giełdy na świecie na rzecz sąsiedniego Nasdaqu i innych mniejszych rynków, gdzie transakcje dokonywane są tylko automatycznie. Dla tej grupy inwestorów kluczowy jest zarówno czas przeprowadzania transakcji, jak i ich anonimowość. - Propozycja NYSE przybliża nas do celu, ale ciągle to nie jest to - skomentował projekt w "Wall Street Journal" Scott DeSano, szef operacji giełdowych funduszu Fidelity Investments. Jego firma dąży do całkowitego wyeliminowania pośrednictwa maklerów-specjalistów przy operacjach giełdowych. Wypowiedzi przedstawicieli innych grup funduszy, takich jak Credit Suisse First Boston czy Metlife były już bardziej przychylne.
Najpoważniejszymi oponentami nowej propozycji są obecnie sami maklerzy, pracujący na parkiecie giełdy. Ich opór jest zrozumiały - dalsza komputeryzacja rynku zmniejszy znacząco ich znaczenie. Thain zapewniał jednak podczas konferencji prasowej, że nowe oprogramowanie umożliwi traderom z parkietu konkurowanie z instytucjami dokonującymi operacji drogą elektroniczną. - System umożliwia maklerom wykonywanie takiej samej pracy jak obecnie, tylko drogą elektroniczną - powiedział dyrektor NYSE.
Obecnie zaledwie 10% transakcji na NYSE prowadzonych jest bez udziału człowieka.