To, że na rynku nie dzieje się zbyt wiele, widać gołym okiem. Sytuacja może nie zmienić się aż do połowy września. Tak się stanie, jeśli rynek wyrówna rekord z pierwszej połowy 2002 roku, kiedy tkwił w marazmie przez cztery i pół miesiąca. Jedno z największych obsunięć w historii notują obroty. We wrześniu 2003 roku wyniosły 560 tys. (wszystkie serie na WIG20), w lipcu 223 tys. Znów część inwestorów opuści GPW - obierając kierunek na waluty lub zagraniczne kontrakty.

Możliwe, że przed połową września sytuację wyjaśnią raporty kwartalne, albo giełdy zagraniczne. Najlepiej, gdyby obydwa czynniki zadziałały równocześnie. To znaczy koniec publikacji wyników kwartalnych (16 sierpnia), które na ogół okazują się niezłe, może być dobrym momentem do wybicia w dół. Zachowanie giełd amerykańskich, gdzie notowania spadają mimo rekordowych rezultatów, sugeruje, że inwestorzy niczego lepszego po firmach już się nie spodziewają.

Na razie przychodzi tylko pocieszać się myślą, że nagroda po wybiciu powinna być znacząca. Sprawą otwartą pozostaje kto ją dostanie, choć perspektywy posiadaczy krótkich pozycji wydają się wyglądać nieco lepiej. To dlatego, że na wykresach WIG20 i kontynuacyjnym kontraktów widoczna jest głowa z ramionami. To może być jeden z tych rzadkich przypadków, kiedy formacja zapowiada kontynuację bessy, a nie zakończenie trendu wzrostowego. Linia szyi znajduje się w obydwu wypadkach na 1665 pkt. Bliżej do tej bariery mają kontrakty, które wczoraj zamknęły się 21 punktów ponad tą granicą. Po wybiciu czeka nas spadek o około 100 punktów - wynika z wysokości głowy z ramionami. Jeśli utrzyma się niska zmienność rynku, możliwe będzie zajęcie większej niż pozycji, bez zwiększania ryzyka inwestycji.