Zanim na początku br. Plast-Box wszedł na giełdowy parkiet, jego właścicielami byli trzej członkowie zarządu - Waldemar i Grzegorz Pawlakowie oraz Franciszek Preis (każdy po ponad 259 tys. akcji, czyli prawie 32%) oraz niemiecka spółka z branży - Bekuplast (61,6 tys. papierów, 4%). W czasie oferty założyciele firmy zapowiedzieli, że nie zamierzają sprzedać posiadanych akcji i zapisali to w prospekcie. Dodali, że w przyszłości mają plany okupienia (po jednej trzeciej) akcji od Bekuplastu.
Jak zapowiedzieli, tak się stało. 14 czerwca zawiadomili, że każdy z nich kupił od niemieckiej spółki 20,5 tys. akcji po cenie równej wartości nominalnej, czyli 5 zł.
Część z tego pakietu (którego nie dotyczyła złożona podczas emisji deklaracja) członkowie zarządu sprzedali w środowej transakcji pakietowej.
- Kiedy przygotowywaliśmy ofertę sytuacja finansowa spółki nie gwarantowała jej powodzenia - mówi Waldemar Pawlak, prezes producenta wiaderek i skrzynek plastikowych. - Zaproponowaliśmy inwestorom 650 tys. akcji. Popyt zdecydowanie przewyższał podaż. Zgłosił się do nas inwestor finansowy, który zadeklarował chęć odkupienia w przyszłości części pakietu Bekuplastu. Zgodziliśmy się i efektem tego była ostatnia transakcja - tłumaczy prezes.
Dodaje, że aktualna jest zapowiedź członków zarządu, że nie sprzedadzą posiadanych przed wejściem na GPW akcji. Z pakietu odkupionego od Bekuplastu w rękach założycieli spółki pozostało jeszcze prawie 20 tys. walorów. - Zobowiązujemy się, że nie sprzedamy ich przynajmniej przez 1,5 roku - mówi W. Pawlak.