- Mamy pretensje, że ministrowie nie reagowali na sygnały, jakie płynęły od ich własnych służb kontrolnych - powiedział Jacek Jezierski, wiceprezesa NIK, komentując wyniki przeprowadzonych kontroli. Według niego swoje obowiązki należycie wypełniały podległe ministerstwom służby kontroli, które ujawniały nadużycia w obrocie paliwami. Szefowie resortów reagowali jednak na te sygnały zbyt opieszale. Zdaniem inspektorów NIK, minister finansów z opóźnieniem przygotował odpowiednie przepisy podatkowe. Minister gospodarki w ogóle zaś nie reagował na sygnalizowane zagrożenia, jakie wynikały z wprowadzenia na wielką skalę do obrotu paliw, które nie spełniały wymogów jakościowych.
Izba skrytykowało także policję. Zdaniem NIK, kontroli paliw w bakach pojazdów poruszających się po polskich drogach było niewspółmiernie mało w stosunku do możliwości, jakie mieli policjanci.
W efekcie opieszałości administracji państwowej - oprócz ministrów także prezesa Urzędu Regulacji Energetyki - do budżetu nie wpłynęło w okresie od października 2000 r. do końca 2002 r. m.in. 660 mln zł należnych podatków od paliwa wwiezionego do Polski w zbiornikach ciężarówek. Kolejne ok. 300 mln zł to nieściągnięty podatek akcyzowy, jaki można było pobrać od sprowadzonych do kraju mieszanin olejów napędowych i estrów oleju rzepakowego tzw. biopaliw. Pieniądze te mogłyby trafić do budżetu, gdyby w porę zlikwidowano niecelowe - zdaniem NIK - zwolnienia podatkowe.
Trudne do oszacowania są, w opinii Jezierskiego, straty budżetu z tytułu nielegalnego wprowadzania do sprzedaży paliw wytwarzanych z komponentów, które nie były objęte podatkiem. Chodzi także o olej opałowy sprzedawany jako olej napędowy.