Na przebieg wczorajszych sesji za Atlantykiem istotny wpływ miały wydarzenia na rynku pracy. Jak co czwartek opublikowano dane na temat nowych bezrobotnych. Okazało się, że w poprzednim tygodniu liczba osób ubiegających się po raz pierwszy o zasiłek spadła bardziej niż się spodziewano, do 336 tysięcy. To pozytywny sygnał wskazujący na to, że gospodarka amerykańska, po czerwcowym tąpnięciu, znowu prężnie się rozwija. Ostatecznego potwierdzenia inwestorzy będą oczekiwać dzisiaj, kiedy zostanie przedstawiona informacja na temat stopy bezrobocia w lipcu. Analitycy spodziewają się, że w ubiegłym miesiącu przybyło 245 tysięcy nowych etatów. W czerwcu liczba ta wyniosła 112 tysięcy i rozczarowała rynek.

Dlatego wczoraj wielu graczy powstrzymywało się od handlu. Ci, którzy zdecydowali się na zawieranie transakcji, tradycyjnie w ostatnim czasie zwracali uwagę na ceny ropy i kwartalne wyniki spółek. Tym razem raporty finansowe raczej rozczarowywały. Tak było np. w przypadku największej w USA sieci sklepów z odzieżą - GAP. W związku z czym w dół poleciały notowania firm specjalizujących się w handlu detalicznym. Do godz. 22.00 naszego czasu wskaźnik Dow Jones Industrial Average spadł o 1,63% a technologiczny Nasdaq Composite stracił 1,81%.

Również na giełdach europejskich zmiany indeksów nie były duże. Największe zainteresowanie przyciągał tym razem sektor finansowy. Wczoraj lepsze od oczekiwanych wyniki podali dwaj europejscy potentaci tej branży - holenderska grupa ING i brytyjski Barclays. Inwestorzy z zadowoleniem przyjęli też raport, inwestora strategicznego BPH - monachijskiego banku HVB Group. Dlatego indeks FT-SE Europe Banks zyskał wczoraj prawie 1%, podczas gdy wskaźnik narodowe bądź nieznacznie traciły na wartości bądź nieznacznie zyskiwały. Większego wpływu na przebieg notowań w Europie nie miały wczorajsze decyzje banków centralnych w sprawie polityki pieniężnej. Zgodnie z oczekiwaniami EBC nie zmienił stóp procentowych a Bank Anglii podniósł je o 25 pkt bazowych.