To, co dzieje się w finansach firm, inwestor śledzić może na bieżąco. Także dzięki analitykom i podawanym przez nich prognozom. Raz na kwartał, przy okazji publikacji wyników finansowych, ma okazję zweryfikować, jak prognozy mają się do rzeczywistości. Okazuje się, że często znacznie się z nią rozmijają. Na przykład ponad 20 mln zysku za drugi kwartał pochwaliła się Agora. Średnia prognoz mówiła o zysku na poziomie 11,5 mln zł. KGHM zarobił 500 mln zł, a miało być 25% mniej. Ponad 30% niższy od oczekiwań był zysk za drugi kwartał Dębicy. Z kolei Świecie wyróżniło się na plus - kiedy oczekiwano ok. 50 mln zł, zarobiło 110. To tylko kilka, "tendencyjnie" dobranych przykładów.
Próbować zgadnąć, co zdarzy się w przyszłości, jest rzeczą niezwykle trudną. Z reguły jednak nie ma większych problemów z opisaniem tego, co zdarzyło się wcześniej. Chyba że rzecz dotyczy wyników finansowych spółek giełdowych. Problem polega na tym, że tak zwany konsensus analityków (czasem mówi się o oczekiwaniach rynkowych) powstaje już po zakończeniu kwartałów. Przed publikacją rezultatów za kwiecień-czerwiec udało nam się napisać tekst o oczekiwaniach analityków dopiero pod koniec lipca.
Jest przynajmniej kilka wytłumaczeń tego faktu i żadne nie jest miłe. Po pierwsze, mamy słabych analityków. Strzelają kulą w płot, bo tarcza jest dla nich za mała. Po drugie, spółki nie są przejrzyste i zazdrośnie strzegą swoich sekretów. To stwarza pole do manipulacji dla wąskiej grupy dobrze poinformowanych. Po trzecie, zasady księgowe są na tyle niejasne, że pozwalają na znaczną dowolność. Choćby nie wiem jak spięli się analitycy i tak nie są w stanie przewidzieć, w jakim humorze jest akurat księgowy. Tak czy inaczej - nie tylko przyszłość, ale i przeszłość pozostają dla nas tajemnicą.