- Trzeba zacząć myśleć nad koncepcją zmniejszenia zatrudnienia lub innego sposobu funkcjonowania instytucji publicznych - powiedział w wywiadzie dla PARKIETU (publikowaliśmy go wczoraj) Mirosław Gronicki, minister finansów. - Nie może być tak, że w całej gospodarce rynek pracy wygląda nie najlepiej i tylko w administracji zatrudnienie cały czas rośnie.
Rzeczywiście, jak do tej pory administracja była najszybciej zwiększającą zatrudnienie częścią gospodarki. W 2001 roku w tzw. państwowych jednostkach budżetowych, czyli instytucjach znajdujących się na utrzymaniu podatników, pracowało 306 tys. osób. W tegorocznym budżecie ten limit zapisano na poziomie blisko 380 tys. osób. Wprawdzie część przyrostu to skutek zmian w sposobie zatrudniania policjantów, jednak w części to wynik zwiększenia zatrudnienia w agendach rządowych, powiązanych z integracją europejską. Urzędnicy ci - według budżetu - mieli kosztować państwo blisko 15,7 mld zł, czyli o 2,6 mld zł więcej niż w 2001 r.
Według naszych nieoficjalnych informacji, pierwszą instytucją, w której ma dojść do redukcji zatrudnienia, jest ZUS. Miałoby to być związane z zakończeniem informatyzacji Zakładu. Zatrudniano nowe osoby ze względu na konieczność uporządkowania bałaganu, związanego z wprowadzeniem nowego systemu. W rezultacie, o ile w 1998 r., czyli na rok przed startem reformy emerytalnej, w Zakładzie pracowało ok. 38 tys. osób, o tyle obecnie jest to ok. 48 tys. Tylko odpis z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, który stanowi główne źródło utrzymania Zakładu, w tym roku ma przekroczyć 2,8 mld zł.
Jednak ze względu na uruchomienie systemu, w tej chwili Zakład można już odchudzić. Jak się dowiedzieliśmy, zarząd tej instytucji już wcześniej dostał polecenie przygotowania odpowiedniej koncepcji. Tym doniesieniom zaprzecza jednak Ireneusz Fąfara, wiceprezes ZUS.
- Nic mi na ten temat nie wiadomo - powiedział.