Wczoraj wynudziliśmy się jak rzadko kiedy. Jedyną informacją wartą uwagi, jaka pojawiła się w czasie notowań, to... przylot zawodników Realu Madryt na dzisiejszy mecz z Wisłą Kraków. Rynek nie zapewnił nam żadnej rozrywki.

Notowania zaczęliśmy w okolicy poniedziałkowego zamknięcia. Pierwsza godzina była bardzo spokojna. Równie spokojne było rozpoczęcie notowań na rynku akcji. Już można się było domyślać, że to nie będzie porywająca sesja. Faktycznie. Około południa ceny kontraktów zanotowały maksa na 1658 pkt i resztę sesji wahania cen zawierały się w 11-punktowym zakresie. Końcówka wiele w tym zakresie nie zmieniła.

Tę senność można tłumaczyć oczekiwaniem całego świata na decyzję FOMC o wysokości stóp procentowych w USA. Trochę to naciągane, jeśli chodzi o nasz rynek, ale z przymrużeniem oka można takie wytłumaczenie przyjąć. Pod warunkiem że u nas nie działoby się nic szczególnie istotnego. Tymczasem w poniedziałek wykres kontraktów wyszedł poza obszar kanału wzrostowego, w którym przebywał niemal trzy miesiące. Takiego sygnału nie można zignorować. Jak widać, rynek miał inne zdanie. Nie towarzyszyły temu wydarzeniu większe emocje. Przyczyną pewnie jest fakt, że nie doszło do analogicznego sygnału w przypadku wykresu indeksu.

Wczorajszą sesję można uznać za próbę zanegowania wspomnianego sygnału na kontraktach. Wzrost do południa można odczytać jako ruch powrotny. Zatrzymał się on dokładnie na linii trendu. Próba przełamania oporu nie powiodła się - nie pomogło nawet wyciąganie cen w końcówce sesji. Trzeba przyjąć, że sygnał jest nadal ważny. Mała aktywność każe uważać, ale czegoś przecież trzeba się trzymać. Można mieć tylko nadzieję, że wkrótce nasze wątpliwości zostaną rozwiane.