W reakcji na piątkowe informacje na temat liczby nowych miejsc pracy utworzonych w gospodarce USA w lipcu (najmniej w tym roku) główne indeksy zachodnich rynków akcji opuściły dołem tegoroczne strefy konsolidacji. Te dane makroekonomiczne są dosyć zmiennie i z tego względu niezbyt wiarygodne. Można się o tym przekonać obserwując ich zachowanie w 1993 roku w bardzo podobnej fazie cyklu koniunkturalnego, kiedy liczba nowych miejsc pracy potrafiła w ciągu kilku miesięcy spaść z 300 tys. do -50 tys. i ponownie osiągnąć poprzedni wysoki poziom.
Obserwacja cały czas rosnącej zmiany rocznej (a nie miesięcznej) oraz brak potwierdzenia ze strony danych o liczbie nowych bezrobotnych raczej nie nasuwa myśli o rozpoczynającym się poważniejszym długoterminowym spowolnieniu wzrostu. Jednak nawet jeśli rzeczywiście lipcowe dane były aberracją, to inwestorzy przekonają się o tym najwcześniej za 3 tygodnie, co daje wystarczająco duża czasu na "ruch powrotny", a potem dalsze spadki przynajmniej o rozmiary wcześniejszych formacji dystrybucji.
Dokładnie wbrew moim spekulacjom sprzed tygodnia, ostatnie zachowanie giełd ponownie przechyla szalę na stronę scenariuszy zakładających słabość rynków akcji w ciągu ostatnich 2-3 miesięcy pozostających do sezonowego minimum. W okolicach października tego roku wypada również teoretyczne minimum 3-letniego cyklu gospodarczo-rynkowego. Jego poprzednie minima (wrzesień 2001 r., październik 1998 r., marzec 1995 r., czerwiec 1992 r.) zawsze związane były z jakimś rodzajem poważnego kryzysu finansowego na świecie. Z kolei od poprzedniego minimum cyklu 40-tygodniowego na naszym rynku mija już 38 tygodni (dwa ostanie cykle trwały w rzeczywistości 32 i 37 tygodni), co każe rozglądać się za odległym o kilka tygodni dołkiem porównywalnym z tymi z np. XI 2004 r., III 2003 r. czy VII 2002 r.
Nie wydaje się jednak, by z zakupami akcji należało się specjalnie spieszyć, jako że przy całej sile naszego rynku (i rynków regionalnych), trudno jest nie zakładać, że złamanie przez krajowe indeksy linii trwających od połowy maja łagodnych trendów wzrostowych, nie stanowi zapowiedzi dokończenia spadków.