Przebieg piątkowej sesji można było z grubsza przewidzieć już dzień wcześniej. Nie trzeba było być nawet jasnowidzem. Wystarczyła obserwacja naszego rynku przez ostatnie tygodnie. Mamy bowiem średnio jeden mocny ruch w tygodniu oraz cztery nudne sesje. Skoro w środę wyrobiliśmy swoją normę na ruch, to można było się spodziewać, że kolejne dni będą spokojne. Tak też się stało. Czwartek i piątek upłynęły na mizernych próbach zatarcia negatywnych skutków ruchu spadkowego.

Zaczęło się jednak wcześniej. Już w poniedziałek kontrakty opuściły obszar kanału wzrostowego, w jakim przebywały od trzech miesięcy. Sygnał nie był jednak zbyt pewny. Rynek wykonał zbyt mało dynamiczny ruch. Co ważne, nie miał potwierdzenia w wielkości obrotu. Należało do niego podchodzić bardzo ostrożnie. Wtorek także był spokojny, a przebieg sesji można było uznać za ruch powrotny. Nie udało się bykom powrócić w obszar kanału. Środa była tego konsekwencją. Podaż rządziła rynkiem niepodzielnie. Spadek był silny. Potwierdzał go obrót oraz zmiana LOP. Dwa ostatnie dni nie były już tak emocjonujące, a zachowanie obrotu i LOP sugeruje, że były to dwa dni korekty po środowym spadku.

Co nas czeka w przyszłym tygodniu? Wszystko zależy od testu dołka z połowy maja (1607 pkt). Można przypuszczać, że do niego dojdzie i wynik testu tego wsparcia zdeterminuje zachowanie rynku na następnych sesjach. Nie wiem, czy będzie to długa walka, czy też podaż zwycięży błyskawiczne. Mam natomiast zdanie na temat szans utrzymania tego wsparcia. Nie sądzę, by bykom udało się wybronić ten poziom. Myślę, że to dopiero początek większego spadku, który przestraszy rynek. Gdy rynek będzie się bał, będzie można myśleć o wzroście.