Na początku piątkowych notowań miedź staniała w Londynie o 15 USD na tonie. Uczestnicy rynku zareagowali w ten sposób na wiadomość o odwołaniu strajku przez pracowników kopalni Cananea. Należy ona do trzeciego na świecie producenta miedzi Grupo Mexico - rocznie wytwarza 180 tys. ton tego surowca. Robotnicy przystali na proponowane przez zarząd spółki podwyżki płac, a odstąpienie od strajku oznacza, że nie będzie zakłóceń w dostawach miedzi na światowe rynki.

Obawy, że produkcja miedzi będzie rosła wolniej niż światowy popyt były przyczyną znacznego wzrostu cen tego metalu na początku roku. Największa na świecie kopalnia, chilijska Escondida, przez całe pierwsze półrocze produkowała mniej niż planowano. W rezultacie 1 marca za tonę płacono w Londynie 3030 USD, najwięcej od 8,5 roku. Później cena spadła nawet poniżej poziomu 2600 USD w połowie czerwca, ale od połowy lipca waha się w granicach 2700 - 2800 USD. Z jednej strony bowiem wciąż utrzymuje się duży popyt - zwłaszcza w Chinach i USA - i stale topnieją zapasy monitorowane przez największe światowe giełdy, co potwierdza prognozy, że tegoroczne zużycie będzie o ponad 400 tys. ton większe od produkcji. Z drugiej, większy wzrost cen ograniczają słabnące prognozy tempa wzrostu gospodarczego.

Kontrakty terminowe na miedź z dostawą we wrześniu zdrożały w Nowym Jorku o 0,35 USD, do 1 283 USD za funta, a w Londynie o 3 USD do 2767 USD za tonę. Przed tygodniem tona miedzi kosztowała w Londynie 2782 USD.