Reklama

Ciułacza choroba sieroca

Publikacja: 20.08.2004 08:11

Program Indywidualnych Kont Emerytalnych jeszcze nie wystartował, a już słychać, że go nie lubią. Takie nastawienie instytucji upoważnionych ustawowo do otwierania IKE, niezależnie od przesłanek, może sprawić, że IKE grozi choroba sieroca. Niedobrze byłoby, gdyby podzielił los starszego brata (programu PPE - Pracowniczych Programów Emerytalnych), który okazał się dzieckiem prawie niechcianym.

W czarnym scenariuszu "Ike" może więc skończyć jak "Pepepe". Ze szkodą zwłaszcza dla milionów ludzi, którzy MUSZĄ zbierać systematycznie dodatkowe pieniądze na niezabezpieczoną należycie emeryturę. Ze szkodą także dla pożytecznej koncepcji długoterminowego oszczędzania. I wreszcie, co wiąże się z oszczędzaniem i inwestowaniem, ze szkodą dla sektora finansowego, który o IKE mówi albo z dystansem, albo wcale.

Lepiej być dużym i bogatym. Tę niezwykle odkrywczą tezę potwierdza nie tylko niedawna wygrana Realu w meczu z Wisłą, ale życie. Pod prąd tej bolesnej prawdzie historyczno-socjologicznej popłynęła grupa inwestorów indywidualnych, którym odwagi do powrotu lub "wejścia" na parkiet dodały zwyżki, którym przyglądali się zwłaszcza w drugiej połowie 2003 r. Śmiałości i pieniędzy starczyło na tyle, że giełda mogła pochwalić się wyraźnym wzrostem aktywności "indywidualnych" w pierwszym półroczu 2004 r. Okazją do "naboru" nowych inwestorów (zapewne głównie jako klientów funduszy) - i to na lata - jest zbliżający się już moment ustawowego startu programu Indywidualnych Kont Emerytalnych. Tymczasem biura maklerskie, delikatnie mówiąc, nie wydają się zachwycone perspektywą ewentualnego przejęcia części z tych, którzy od września decydować się będą na otwarcie swojego IKE. Jak można wnioskować z niedawnej publikacji PARKIETU, swój brak entuzjazmu wobec IKE biura maklerskie wyrażają w bardzo prosty sposób - nie palą się do zaoferowania klientom możliwości zakładania IKE w swoich placówkach. Wydaje się jakby wprost mówili, że "was nie potrzebujemy". "Wolimy dużych i bogatych". Problem w tym, że dużych jest mało, małych zaś - całkiem sporo.

Obawy brokerów są po części uzasadnione. Stosunkowo niewielkie możliwości finansowe (wynikające i ze szczupłości portfeli, i z ograniczeń ustawowych) sprawiają, że biura maklerskie muszą zastanawiać się, czy profity płynące z obsługi IKE nie przewyższą kosztów. Z punktu widzenia klienta zaś konieczna jest kalkulacja prowizji i opłat, związanych z inwestowaniem stosunkowo drobnych kwot. Dlatego nie chodzi przecież o to, żeby oferować tym ludziom dziesiątki bezpłatnych stanowisk do day-tradingu... Co więcej, nie chodzi nawet o to, by przekonywać, że to otwarcie IKE w oparciu o rachunek inwestycyjny jest najlepszym rozwiązaniem (bo w pierwszych latach, przy stosunkowo niskich limitach, nie wydaje się to rozwiązaniem optymalnym). Ale brokerzy mogą powiedzieć tak: "zapraszamy wszystkich chcących zabezpieczyć swój byt na emeryturze i - dbając o interesy własne i klientów - oferujemy im - za naszym pośrednictwem - otwarcie IKE w funduszach inwestycyjnych". Poradzimy, doradzimy, wskażemy... No cóż... Jak nie chcą, to trudno. Ale można obawiać się, że takie głośne odżegnywanie się od oferowania IKE może przynieść trochę szkody samym biurom.

Ale pesymistów z domów maklerskich wspierają - chyba dość niespodziewanie - niektórzy przedstawiciele sektora ubezpieczeniowego. A także banków. O programie IKE mówi się bez żadnego entuzjazmu. Słychać obawy, że zamiast mobilizacji do zdobywania nowych pieniędzy, będziemy mieli do czynienia z redystrybucją tych środków, które są już w systemie. Głośne było m.in. przypomnienie, że Polska pozostaje jedynym krajem w Europie, który nie wprowadził zachęt podatkowych zachęcających ludzi do oszczędzania długoterminowego. I ja się z tym zgadzam, ale zastanawiam się nad tym, czy takie głośne podważania sensowności IKE to najlepszy pomysł. Bo reakcją części publiczności może być wstrzymywanie się z uczynieniem pierwszego kroku w stronę faktycznego dodatkowego zabezpieczenia własnej emerytury. A tym samym dalsze podtrzymywanie bardzo groźnej ułudy, iż możliwe jest funkcjonowanie trójfilarowego systemu na bazie raptem dwóch filarów.

Reklama
Reklama

Tymczasem wspomnianej szerokiej publiczności naprawdę trzeba w kółko przypominać o tym, że MUSI zadbać samodzielnie o własną emeryturę, o zabezpieczenie przyszłości. I że konstrukcja wprowadzonego ponad pięć lat temu systemu opiera się na trzech, a nie na dwóch filarach. Ów trzeci, dobrowolny filar rozwija się dziwacznie (vide: niebezpieczne mylenie zabezpieczenia kapitałowego z ochroną ubezpieczeniową jako wynik misselingu i wiary w finansowe cuda), a dwa pierwsze - wciąż cierpią z powodu zaszłości. .

Obawiam się, że bez impulsów (choćby takich, jak IKE) do systematycznego, wieloletniego oszczędzania niewielkie będą szanse na faktyczne upowszechnianie nawyków systematycznego oszczędzania i inwestowania. Tolerując taką sytuację narażamy się na poważne niebezpieczeństwo, że w przyszłości przyjdzie stawić czoła rozgoryczeniu tych, którzy nie zadbali o własną emeryturę. I których nikt skutecznie nie zachęcał do tego, by tak zrobili. Warto chyba popatrzeć na program IKE także pod tym kątem

Autor jest analitykiem rynku kapitałowego. Powyższy tekst jest wyrazem osobistej wiedzy i poglądów i nie może być inaczej interpretowany.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama