Początek piątkowych notowań nie zapowiadał gwałtownych wahań kursu producenta i dystrybutora szalunków. Prawdziwy "rajd" zaczął się przed godziną 13. Szybko przekroczono górne widełki, a kurs skoczył do 11,5 zł, czyli był o 20,4% wyższy niż w czwartek. Wówczas zamrożono notowania i do końca sesji nie zawarto żadnej transakcji w systemie ciągłym. Na zamknięciu osiągnięto kurs 13,7 zł (+43,5%). W piątek właściciela zmieniło ponad 27 tys. akcji Baumy, czyli 14-krotnie więcej niż średnio w ciągu ostatnich dwóch tygodni.

- Nie znam przyczyn tej zwyżki. Nie znajduję jej rozsądnego wytłumaczenia - komentuje Andrzej Kozłowski, prezes warszawskiej firmy. Przypomnijmy, że teraz przyjmowane są zapisy w wezwaniu ogłoszonym przez Ulmę Construccion (potrwają do 2 września). To już drugie wezwanie hiszpańskiego inwestora. W pierwszym Ulma skupiła 97,39% akcji Baumy. Teraz chce nabyć pozostały w obrocie pakiet, płacąc - jak poprzednio - po 9,34 zł za papier.

Hiszpanie dotychczas nie przedstawili swoich zamiarów wobec Baumy, ale tajemnicą poliszynela jest, że zapewne wycofają spółkę z giełdy. Czy tym, którzy nie odpowiedzieli na wezwanie, opłaca się windować kurs spółki? Teoretycznie, tak, ale tylko wówczas, gdy Ulma po raz trzeci będzie wzywać do sprzedaży akcji. Będzie musiała bowiem zaproponować cenę nie niższą niż średni kurs z ostatnich 6 miesięcy. Jednak Hiszpanie mogą zdecydować się na wykup przymusowy, po tym jak wycofają spółkę z publicznego obrotu (przymusowy wykup nie ma zastosowania w przypadku spółek publicznych). - Nie istnieją żadne zależności prawne pomiędzy ceną wykupu przymusowego a kursem spółki na giełdzie - informuje Leszek Koziorowski, specjalista od rynku kapitałowego i partner w kancelarii Gessel. - Cenę wykupu ustala biegły wybrany przez WZA - dodaje mecenas Koziorowski.