Kontrakty terminowe na miedź staniały w piątek zarówno w Nowym Jorku, jak i w Londynie (LME). Na LME w ciągu tygodnia o 2,8%. W Stanach Zjednoczonych przyczyną spadku cen były obawy, że pogarszająca się koniunktura gospodarcza może zmniejszyć popyt na metale przemysłowe. W Londynie miedź staniała przede wszystkim dlatego, że w minionym tygodniu znacznie wzrosły zapasy, monitorowane przez tamtejszą giełdę. Na obu tych rynkach do spadku cen miedzi przyczyniło się też umocnienie kursu dolara w stosunku do euro, co podniosło koszty zakupu tego metalu przez europejskich inwestorów i osłabiło popyt z ich strony.
Zapasy miedzi monitorowane przez LME wzrosły aż o 30 tys. ton, od odnotowanego w środę 14-letniego minimum. Wcześniej spadały niemal nieprzerwanie do 110,5 tys. ton z 980 tys. w 2002 r. Przyczyniły się do tego zakłócenia w produkcji i stale rosnący popyt w Chinach. Teraz okazało się, że Chiny zaimportowały w lipcu o 49% miedzi mniej niż w tym samym miesiącu przed rokiem - 73,4 tys. ton. W pierwszych siedmiu miesiącach br. chiński import wprawdzie wzrósł, ale tylko o 0,5%, do 1,5 mln ton. Ceny miedzi z natychmiastową dostawą są teraz w Londynie o 55 USD wyższe niż kontraktów terminowych. To skłania posiadaczy kontraktów do sprzedawania miedzi w ramach tzw. transakcji deportowych.
Kontrakty terminowe na miedź z dostawą we wrześniu staniały w Nowym Jorku o 2,25 centa (1,7%) do 1,269 USD za funta, a w Londynie o 20 USD, do 2776 USD za tonę. Przed tygodniem tona miedzi kosztowała w Londynie 2855 USD.