Reklama

Skorzystają koncerny i mali przedsiębiorcy

Publikacja: 24.08.2004 07:58

Z Jurem Gruszczyńskim,

prawnikiem z Kancelarii

Baker&McKenzie,

rozmawia Bartłomiej Mayer

Ma Pan bogate doświadczenie w dziedzinie partnerstwa publiczno-prywatnego (ppp) w Polsce. Pracował Pan już przy takich projektach, m.in. przy autostradzie A2. Wynika z tego, że partnerstwo publiczno-prywatne jest już możliwe. Po co więc ustawa?

Reklama
Reklama

Dziś możliwości współfinansowania przez państwo pewnych projektów prywatnych - co jest sednem partnerstwa - są ograniczone. Jeśli np. państwo chce wybudować most, może wyłożyć pieniądze i zlecić wykonanie prywatnemu przedsiębiorcy. Ale nie może się z nim umówić, że obie strony pokryją po 50% kosztów, a potem przedsiębiorca będzie pobierał przez jakiś czas opłaty za przejazd przez most. Tego prawo nie dopuszcza. Ustawa rozszerzy możliwości takiej współpracy.

Dlaczego partnerstwo staje się takie popularne, a nawet modne?

Jedni źródeł jego popularności upatrują w programie brytyjskiej premier Margaret Thatcher, która zaproponowała swego rodzaju prywatyzację usług publicznych. Na takiej zasadzie budowano drogi, szpitale, szkoły, a nawet więzienia. I to za rządów pani Thatcher ppp stało się tak popularne. Ale idea partnerstwa publiczno--prywatnego przyszła do Wielkiej Brytanii z zewnątrz. Np. we Francji dużo wcześniej realizowano w ten sposób projekty wodne. Na partnerstwie w dziedzinie gospodarki wodnej wyrósł dzisiejszy koncern Vivendi.

A dlaczego partnerstwo stało się modne? Bo okazało się skuteczne. Zderzenie publicznych potrzeb, pieniędzy prywatnych i publicznych oraz monitorowanie ich wydawania przez banki tworzy kombinację, w której wszyscy zainteresowani wnikliwie przyglądają się potrzebom, finansom i efektom. W konsekwencji zrównoważenia sprzecznych interesów powstają projekty służące społeczeństwu i oszczędności w wydawaniu środków publicznych.

Czy w polskich realiach ppp będzie dotyczyło raczej projektów centralnych czy lokalnych?

Te projekty już się u nas realizuje, choć w sposób nieuporządkowany. I nawet za granicą w dyskusjach na temat ppp są przywoływane przykłady z Polski. W wydanej ostatnio przez Komisję Europejską publikacji na ten temat wśród kilkudziesięciu przykładów wymieniono m.in. wybudowany przez firmę Hochtief terminal I na warszawskim Okęciu. Takie inwestycje jak port lotniczy to oczywiście projekty realizowane na szczeblu centralnym, ale będą i inwestycje na poziomie gminnym. Mogą to być nawet tak nieduże projekty, jak bardziej złożone umowy na utylizację odpadów.

Reklama
Reklama

Czy beneficjentami ustawy będą tylko duże firmy, czy także drobni przedsiębiorcy?

Dokładnie takie samo pytanie zadawali drobni przedsiębiorcy w UE. Odpowiedź jest prosta: to są projekty dla wszystkich. Ci mniejsi mają tę przewagę, że są tańsi. Żeby więksi byli konkurencyjni, muszą kooperować z mniejszymi przedsiębiorcami, zawierając z nimi choćby umowy o podwykonawstwie. Tak się już dzieje i w UE, i u nas. Np. przy budowie autostrady A2 duża spółka budowlana współpracuje z kilkoma mniejszymi, a te z kolei dają pracę jeszcze mniejszym firmom. Duże firmy z kolei mają doświadczenie i możliwości logistyczne przygotowania i zarządzania projektami złożonymi zarówno ze względów technicznych, jak i finansowych.

Czy wprowadzenie przepisów o ppp może spowodować boom inwestycyjny?

W różnych dziedzinach może być różnie. Bardzo duże rezerwy tkwią w ochronie zdrowia, w projektach gminnych dotyczących poboru wody, oczyszczania ścieków czy utylizacji odpadów. Jeśli chodzi o projekty, które mogą być realizowane na szczeblu centralnym, to poza drogownictwem widzę szanse np. dla kolei czy lotnisk.

Można odnieść wrażenie, że ppp jest przydatne w realizacji dosłownie każdego projektu.

Myślę, że tylko zbyt małe projekty się do tego nie nadają. W Wielkiej Brytanii zauważono w pewnym momencie, że do partnerstwa potrzeba pewnej skali działania. Przy zbyt małych projektach koszt przygotowania może przewyższać osiągnięte korzyści finansowe.Czy partnerstwo zwiększy możliwość korzystania z funduszy unijnych?

Reklama
Reklama

Moim zdaniem nie będzie tu bezpośredniego przełożenia. W wielu dziedzinach będziemy mieli nadmiar środków unijnych. Nie mamy dostatecznej liczby dobrych projektów, żeby te środki spożytkować. W niektórych dziedzinach może się zdarzyć nawet tak, że dopóki nie wykorzysta się pieniędzy z UE, nie będzie dużego zainteresowania realizowaniem projektów w formule ppp.

Potem jednak dzięki partnerstwu łatwiej będzie pozyskiwać pieniądze unijne. Pomogą w tym prywatni inwestorzy, którzy mają już lub właśnie zdobywają doświadczenie i umiejętność takiego przygotowania projektów, aby mogło one być finansowane z funduszy UE.

Ponadto urzędnicy unijni zauważają ostatnio, że przyznawane przez nich pieniądze są wydawane dość lekką ręką. Dlatego zaczyna im zależeć, żeby mieć kontrolę nad procesem, aby optymalizować wykorzystanie tych funduszy. Temu może sprzyjać ppp.

Kiedy zaczniemy w pełni wykorzystywać możliwości, jakie drzemią w partnerstwie?

Realnie będzie to możliwe za parę lat. Ale żeby tak się stało, już teraz trzeba przygotowywać projekty, szczególnie te największe. Kiedyś mówiło się np. o możliwości wykorzystania ppp przy budowie metra w Warszawie. Gdyby faktycznie zdecydowano się na to, przygotowanie do projektu trzeba by rozpocząć już teraz.

Reklama
Reklama
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama