Reklama

Tanieją miejsca na NYSE

Wydłuża się lista członków NYSE, którzy chcą oddać w najem swoje miejsce na giełdzie, dające prawo do handlu na parkiecie. Zarówno stawki najmu, jak i same ceny giełdowych miejsc spadają z miesiąca na miesiąc i nic nie wskazuje, żeby ta tendencja mogła się szybko zatrzymać.

Publikacja: 24.08.2004 08:01

Według pochodzących z początku sierpnia danych departamentu NYSE ds. członkowskich, obecnie na wynajem czeka ok. 60 (czyli 4%) spośród łącznej liczby 1366 miejsc członkowskich na giełdzie w Nowym Jorku. Tymczasem jeszcze dwa lata temu sytuacja była dokładnie odwrotna - NYSE prowadziła listę brokerów chcących wziąć miejsce w najem i rozpocząć handel na jej parkiecie. Obecnie wynajęcie miejsca na giełdzie na Wall Street kosztuje ok. 3 tys. USD za tydzień, czyli o połowę mniej niż w 2002 r.

Miejsca na NYSE, które należą najczęściej do osób prywatnych lub firm działających na rynku papierów wartościowych, biorą w najem przede wszystkim tzw. maklerzy-specjaliści (pełniący rolę animatorów rynku w przypadku konkretnych akcji) oraz brokerzy (handlujący zarówno na zlecenie klientów, jak i na własny rachunek). Przez ostatnie pięć lat ceny miejsc spadły mniej więcej o połowę. Przy ostatniej transakcji, z początku tego miesiąca, giełdowe miejsce zmieniło właściciela za 1,25 mln USD.

Na spadek popytu na miejsca na NYSE wpływają coraz mniejsze obroty i spadek wartości indeksów. W sierpniu średni dzienny wolumen obrotu wynosił 1,3 mld akcji, podczas gdy jeszcze w styczniu sięgał 1,6 mld walorów. Handlującym na nowojorskim parkiecie nie sprzyja też najniższa od sześciu lat zmienność indeksu S&P 500, zmniejszając liczbę możliwych transakcji, na których da się zarobić. W pierwszym kwartale siedem firm maklerów-specjalistów straciło 11 mln USD, podczas gdy w takim samym okresie 2001 r. zarobiły one na czysto 195 mln USD.

Najmocniej na spadek zainteresowania miejscami na giełdzie wpływają jednak plany wzmocnienia znaczenia handlu elektronicznego. Niedługo minie pierwsza rocznica, odkąd w atmosferze skandalu po ujawnieniu astronomicznie wysokich zarobków, odszedł poprzedni szef giełdy Richard Grasso, który chronił interesy traderów z parkietu. Jego następca John Thain chce natomiast, by obrót elektroniczy miał coraz większy udział w całkowitych obrotach giełdy. Obecnie stanowi 10%.

- Ludzie na parkiecie są przerażeni - mówi William Higgins, emerytowany broker z NYSE, który obecnie kieruje organizacją skupiającą właścicieli miejsc na giełdzie. Jedną z propozycji Higginsa, mających zahamować spadek cen miejsc na NYSE, jest odkupienie przez giełdę 366 z nich po 1 mln USD za każde. Higgins zebrał 244 pełnomocnictw i chce skłonić radę giełdy do rozpatrzenia propozycji niezbędnych zmian w statucie NYSE podczas najbliższego posiedzenia, zaplanowanego na 7 października.

Reklama
Reklama

Bloomberg

NYSE kusi zagranicę

Giełda nowojorska chce przyciągnąć do notowań nowe spółki z zagranicy, szczególnie z Azji i Ameryki Łacińskiej - powiedziała dziennikowi "Financial Times" Noreen Culhane, szefowa działu notowań NYSE. Wśród sześciu zagranicznych przedsiębiorstw, które mogą pojawić się przed końcem roku na nowojorskim parkiecie, jest koncern motoryzacyjny z Indii Tata Motors. Na razie w tym roku na NYSE znalazło się osiem nowych firm spoza USA. W celu werbunku nowych spółek do Azji i Europy wybierają się niedługo dyrektor NYSE John Thain i współprzewodnicząca giełdy Catherine Kinney.

FT.com

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama