Według pochodzących z początku sierpnia danych departamentu NYSE ds. członkowskich, obecnie na wynajem czeka ok. 60 (czyli 4%) spośród łącznej liczby 1366 miejsc członkowskich na giełdzie w Nowym Jorku. Tymczasem jeszcze dwa lata temu sytuacja była dokładnie odwrotna - NYSE prowadziła listę brokerów chcących wziąć miejsce w najem i rozpocząć handel na jej parkiecie. Obecnie wynajęcie miejsca na giełdzie na Wall Street kosztuje ok. 3 tys. USD za tydzień, czyli o połowę mniej niż w 2002 r.
Miejsca na NYSE, które należą najczęściej do osób prywatnych lub firm działających na rynku papierów wartościowych, biorą w najem przede wszystkim tzw. maklerzy-specjaliści (pełniący rolę animatorów rynku w przypadku konkretnych akcji) oraz brokerzy (handlujący zarówno na zlecenie klientów, jak i na własny rachunek). Przez ostatnie pięć lat ceny miejsc spadły mniej więcej o połowę. Przy ostatniej transakcji, z początku tego miesiąca, giełdowe miejsce zmieniło właściciela za 1,25 mln USD.
Na spadek popytu na miejsca na NYSE wpływają coraz mniejsze obroty i spadek wartości indeksów. W sierpniu średni dzienny wolumen obrotu wynosił 1,3 mld akcji, podczas gdy jeszcze w styczniu sięgał 1,6 mld walorów. Handlującym na nowojorskim parkiecie nie sprzyja też najniższa od sześciu lat zmienność indeksu S&P 500, zmniejszając liczbę możliwych transakcji, na których da się zarobić. W pierwszym kwartale siedem firm maklerów-specjalistów straciło 11 mln USD, podczas gdy w takim samym okresie 2001 r. zarobiły one na czysto 195 mln USD.
Najmocniej na spadek zainteresowania miejscami na giełdzie wpływają jednak plany wzmocnienia znaczenia handlu elektronicznego. Niedługo minie pierwsza rocznica, odkąd w atmosferze skandalu po ujawnieniu astronomicznie wysokich zarobków, odszedł poprzedni szef giełdy Richard Grasso, który chronił interesy traderów z parkietu. Jego następca John Thain chce natomiast, by obrót elektroniczy miał coraz większy udział w całkowitych obrotach giełdy. Obecnie stanowi 10%.
- Ludzie na parkiecie są przerażeni - mówi William Higgins, emerytowany broker z NYSE, który obecnie kieruje organizacją skupiającą właścicieli miejsc na giełdzie. Jedną z propozycji Higginsa, mających zahamować spadek cen miejsc na NYSE, jest odkupienie przez giełdę 366 z nich po 1 mln USD za każde. Higgins zebrał 244 pełnomocnictw i chce skłonić radę giełdy do rozpatrzenia propozycji niezbędnych zmian w statucie NYSE podczas najbliższego posiedzenia, zaplanowanego na 7 października.