Ten tydzień przebiega na amerykańskich parkietach w gorszych nastrojach niż poprzedni. Jak można było przypuszczać, sam fakt, że ropa zaczęła tanieć z rekordowo wysokiego poziomu dostarczył powodów do optymizmu na krótko. Wróciły stare problemy, z których na czoło wybija się słabnący popyt konsumpcyjny w USA. Tygodniowe dane o sprzedaży detalicznej pokazują spadek tempa wzrostu do najniższego poziomu od ponad roku. Jednocześnie ostatni raport dotyczący amerykańskiego bilansu handlowego przestrzega przed spadkiem popytu na świecie na dobra z USA. Taka sytuacja będzie musiała odbić się na wynikach firm w II połowie roku.
Rysują się więc dwa scenariusze na kolejne tygodnie. Jeden to kontynuacja na wykresie S&P 500 trendu bocznego z ostatnich miesięcy. Drugi - powrót zniżek po odbiciu się od oporu znajdującego się w okolicy 1100 pkt. Mocnym argumentem, przemawiającym za tą drugą możliwością, są zmniejszające się systematycznie przez ostatnie dni obroty. W poniedziałek wolumen miał jedną z najniższych wartości w tym roku. Kluczowym wsparciem dla S&P 500 jest połowa białej świecy z 18 sierpnia przy 1087 pkt. Jego przełamanie będzie zapowiedzią dalszego ruchu w dół, w kierunku 1 tys. pkt.
Wzrost Nasdaqa zatrzymał się na dołku sprzed miesiąca. W jego przypadku nie ma na razie najmniejszych powodów do zmiany zapatrywań na przyszłość. Indeks powinien zmierzyć się z 30-letnią linią trendu rosnącego, przebiegającej koło 1,5 tys. pkt. Krótkoterminowe wsparcie to 1809 pkt.
Okazuje się, że przebicie przez węgierski BUX szczytów z kwietnia i lipca nie musi oznaczać rozpoczęcia trwałej zwyżki. Od tygodnia indeks pozostaje na wysokości 12 tys. pkt. Dopóki nie zamknie się poniżej 11756 pkt, ma szanse dotrzeć do 12,5 tys. pkt, gdzie wypada górna granica trzyletniego kanału wzrostowego.
DJ Stoxx 50 zatrzymał się wczoraj na linii dwumiesięcznego trendu spadkowego. Prawdopodobnie wyznacza to kres poprawie koniunktury na największych europejskich parkietach.