Reklama

Gorsze dane niestraszne

Nie zważając na kolejną porcję rozczarowujących danych dotyczących kondycji amerykańskiej gospodarki w lipcu i sierpniu giełdowe indeksy trzeci tydzień pięły się w górę. To oznaka siły rynków, choć trzeba mieć świadomość, że może ona okazać się złudna.

Publikacja: 04.09.2004 08:06

Konwencja wyborcza republikanów w Nowym Jorku wpłynęła na obniżenie aktywności inwestorów. W poniedziałek wolumen obrotu na NYSE był najmniejszy w tym roku. Równocześnie trwający od wielu miesięcy trend boczny rządzi się swoimi prawami. Poszczególne ruchy indeksów są bardziej wynikiem chwilowych nastrojów niż reakcją na napływające informacje. A te w ostatnim tygodniu nie były dobre. Sierpniowe dane o aktywności sektora przemysłowego, indeksie zaufania konsumentów i sprzedaży aut okazały się gorsze od oczekiwań. Potwierdziły, że notowane od czerwca spowolnienie gospodarki USA trwa. Co gorsza, przekłada się na kondycję przedsiębiorstw, o czym świadczyło wyraźne obniżenie prognoz na III kwartał przez technologicznego giganta Intela. Równie niepokojące informacje nadchodziły z największej europejskiej gospodarki. Sprzedaż detaliczna obniżyła się w Niemczech dwukrotnie mocniej, niż się spodziewano. W całej strefie euro sprzedaż była lepsza od oczekiwanej, ale pogorszył się wskaźnik aktywności w sektorze usług. W sumie więcej wiadomości niepokoiło niż zadowalało.

Uwagę zwracał ponowny wzrost kursów spółek paliwowych. Cena akcji ChevronTexaco przekroczyła poprzedni szczyt, Exxon Mobil go wyrównał. Przyjmując, że rynki akcji wyprzedzają zdarzenia na rynkach towarowych, jest to ostrzeżenie przed dalszą zwyżką notowań ropy naftowej. W ostatnią środę podano, że zapasy tego surowca są mniejsze niż liczono. W Londynie cena baryłki odrobiła połowę straty z końca sierpnia i kosztowała 42 USD. Z punktu widzenia analizy technicznej nie ma przeszkód, by przekroczyła ostatni szczyt przy 44 USD i dotarła do 46 USD. Gdyby ten drugi poziom został pokonany, można by zacząć mówić o groźbie szoku naftowego. Cena mogłaby wtedy przekroczyć 60 USD.

Chiny wciąż rozgrzane

Podjęte przez chińskie władze działania zmierzające do schłodzenia gospodarki nie do końca dają spodziewane efekty. Wiceminister finansów Li Yong powiedział, że wzrost wyhamuje do 7-8%, czyli przekroczy zakładane przez rząd 7%. Część analityków szacuje go na 8-9%. W lipcu znacznie szybciej niż miesiąc wcześniej rosły inwestycje w dobra trwałego użytku. Inflacja w tym samym okresie przekroczyła 5%, czyli granicę, powyżej której rośnie zagrożenie podwyżką stóp procentowych. Natomiast produkcja przemysłowa rosła najwolniej w tym roku. Równocześnie znów pojawiają się głosy ze strony Stanów Zjednoczonych, naciskające na odejście od sztywnego powiązania chińskiego yuana z dolarem.

Sytuacja nie jest więc jasna. Część specjalistów dochodzi do przekonania, że chińskie władze zaczęły się obawiać zbyt dużego zwolnienia gospodarki w drugiej połowie roku i dlatego są w stanie zaakceptować wyższe tempo wzrostu od oficjalnie deklarowanego. Zauważmy przy tym, że osiągnięcie 7-proc. tempa rozwoju rzeczywiście wymagałoby znaczącego pogorszenia koniunktury, gdyż w pierwszej połowie roku wciąż wynosiło ponad 9,5%.

Reklama
Reklama

Jeśli rzeczywiście zarzucono ten cel i chińska gospodarka będzie rosnąć szybciej niż 7%, to zniknąłby jeden z czynników, który doprowadził do zatrzymania wzrostu na światowych giełdach w początkach tego roku. Pytanie jednak, czy wciąż rosnąca inflacja w tym nie przeszkodzi. Wydaje się, że każdy miesiąc wzrostu cen w rocznym tempie przekraczającym 5% będzie przybliżał nas do pierwszej od prawie dekady podwyżki stóp. Taka decyzja nie mogłaby zostać dobrze przyjęta przez giełdowe parkiety.

Obligacje przypomną o sobie?

Podczas wakacyjnych miesięcy inwestorzy zapomnieli również o innym elemencie, który stał u podstaw zatrzymania wzrostu, trwającego od wiosny 2003 r. Pogorszenie kondycji amerykańskiej gospodarki wpłynęło na poprawę nastrojów na rynku obligacji. Rentowność 10-letnich papierów obniżyła się od połowy czerwca z prawie 4,9% do 4,1%. Korekta zabrała 61,8% wcześniejszego wzrostu. Dokładnie tyle samo wyniosła w okresie od wczesnej jesieni ub.r. do początków wiosny tego roku. Wykres znalazł się przy silnym wsparciu związanym z linią łączącą minima z 2003 i 2004 r. oraz dolną granicą blisko trzymiesięcznego kanału malejącego. Tutaj przebiega też przełamana w kwietniu linia czteroletniego trendu spadkowego.

Nagromadzenie na wykresie rentowności takiej liczby wsparć pozwala przyjąć scenariusz mocnego odbicia od niego, które byłoby początkiem kolejnej fali wyprzedaży papierów skarbowych w USA. Pokonanie bariery na poziomie 4,1% wydaje się możliwe jedynie w przypadku utrwalenia się wśród inwestorów przekonania o dalszym hamowaniu amerykańskiej gospodarki. Na dłuższą metę oba warianty są niekorzystne dla posiadaczy akcji.

Ograniczony potencjał BUX-a

Oczy polskich inwestorów ostatnio częściej zwrócone są na węgierski parkiet niż na dojrzałe giełdy. W związku z tym trzeba zwrócić uwagę na to, że analiza techniczna nie daje większych szans na przekroczenie przez BUX 12,6 tys. pkt. Tę barierę wyznacza górne ograniczenie trzyletniego kanału rosnącego. Przy widocznej na tygodniowym MACD negatywnej dywergencji atak na nią jest mało realny.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama