Konwencja wyborcza republikanów w Nowym Jorku wpłynęła na obniżenie aktywności inwestorów. W poniedziałek wolumen obrotu na NYSE był najmniejszy w tym roku. Równocześnie trwający od wielu miesięcy trend boczny rządzi się swoimi prawami. Poszczególne ruchy indeksów są bardziej wynikiem chwilowych nastrojów niż reakcją na napływające informacje. A te w ostatnim tygodniu nie były dobre. Sierpniowe dane o aktywności sektora przemysłowego, indeksie zaufania konsumentów i sprzedaży aut okazały się gorsze od oczekiwań. Potwierdziły, że notowane od czerwca spowolnienie gospodarki USA trwa. Co gorsza, przekłada się na kondycję przedsiębiorstw, o czym świadczyło wyraźne obniżenie prognoz na III kwartał przez technologicznego giganta Intela. Równie niepokojące informacje nadchodziły z największej europejskiej gospodarki. Sprzedaż detaliczna obniżyła się w Niemczech dwukrotnie mocniej, niż się spodziewano. W całej strefie euro sprzedaż była lepsza od oczekiwanej, ale pogorszył się wskaźnik aktywności w sektorze usług. W sumie więcej wiadomości niepokoiło niż zadowalało.
Uwagę zwracał ponowny wzrost kursów spółek paliwowych. Cena akcji ChevronTexaco przekroczyła poprzedni szczyt, Exxon Mobil go wyrównał. Przyjmując, że rynki akcji wyprzedzają zdarzenia na rynkach towarowych, jest to ostrzeżenie przed dalszą zwyżką notowań ropy naftowej. W ostatnią środę podano, że zapasy tego surowca są mniejsze niż liczono. W Londynie cena baryłki odrobiła połowę straty z końca sierpnia i kosztowała 42 USD. Z punktu widzenia analizy technicznej nie ma przeszkód, by przekroczyła ostatni szczyt przy 44 USD i dotarła do 46 USD. Gdyby ten drugi poziom został pokonany, można by zacząć mówić o groźbie szoku naftowego. Cena mogłaby wtedy przekroczyć 60 USD.
Chiny wciąż rozgrzane
Podjęte przez chińskie władze działania zmierzające do schłodzenia gospodarki nie do końca dają spodziewane efekty. Wiceminister finansów Li Yong powiedział, że wzrost wyhamuje do 7-8%, czyli przekroczy zakładane przez rząd 7%. Część analityków szacuje go na 8-9%. W lipcu znacznie szybciej niż miesiąc wcześniej rosły inwestycje w dobra trwałego użytku. Inflacja w tym samym okresie przekroczyła 5%, czyli granicę, powyżej której rośnie zagrożenie podwyżką stóp procentowych. Natomiast produkcja przemysłowa rosła najwolniej w tym roku. Równocześnie znów pojawiają się głosy ze strony Stanów Zjednoczonych, naciskające na odejście od sztywnego powiązania chińskiego yuana z dolarem.
Sytuacja nie jest więc jasna. Część specjalistów dochodzi do przekonania, że chińskie władze zaczęły się obawiać zbyt dużego zwolnienia gospodarki w drugiej połowie roku i dlatego są w stanie zaakceptować wyższe tempo wzrostu od oficjalnie deklarowanego. Zauważmy przy tym, że osiągnięcie 7-proc. tempa rozwoju rzeczywiście wymagałoby znaczącego pogorszenia koniunktury, gdyż w pierwszej połowie roku wciąż wynosiło ponad 9,5%.